środa, 22 sierpnia 2012

387 / Moja historia. Cz. 1. Dzieciństwo i okres dojrzewania

Dzień zaczęłam od wizyty u dentysty. To była szósta wizyta ze złośliwym zębem i jak na razie ostatnia. W końcu prawie wszystkie nerwy obumarły i tylko trochę mnie bolało. To było leczenie kanałowe. Robili mi dzisiaj różne rzeczy przy tym zębie, takich urządzeń jeszcze nigdy nie widziałam, a na dodatek miałam dzisiaj 2 prześwietlenia tego zęba. Na razie spokój. Będę musiała pójść z nim za pół roku na założenie korony. Cieszę się, że w ostatnich miesiącach wyleczyłam wszystkie zęby.

Dziś nie byłam w szkole, w środy nie chodzę. Do południa nabiegałam się po lekarzach, byłam u ogólnego i u neurologa. Co jakiś czas wracają do mnie problemy ze zdrowiem, teraz znowu chodzę po lekarzach. Tak mam od 18 roku życia. Byłam też w supermarkecie. Kupiłam morele, jabłka, kawę, jogurty naturalne, wafle ryżowe, mus dla niemowląt, pomidory i mus paprykowy do smarowania. Kupiłam też czasopisma. Teraz mam czas na ich czytanie. W końcu przeczytałam czasopisma z kwietniową datą i późniejsze. Potem pięknie posprzątałam mieszkanie, musi być porządek. Aha, w gminie zgłosiłam się na kurs francuskiego. Zaczyna się we wrześniu. Umiem niemiecki, angielski i hiszpański. Teraz francuski. Uczyłam się jeszcze fińskiego i kiedyś na pewno do niego wrócę. Do 30 roku życia zamierzam opanować 6 języków obcych.

Popołudniu byłam u przyjaciół. Cieszę się, że ich mam, bo fajnie razem spędzamy czas. Super się z nimi rozmawia. Oni zawsze mi proponują jedzenie. Dzisiaj mieli naleśniki. Kiedyś zachęcali mnie do spaghetti i do ciasta, ale powiedziałam im już jakiś czas temu, że jestem na specjalnej diecie zaleconej przez lekarza. Z jednej strony miałam dzisiaj ochotę na te naleśniki, ale przecież jestem na specjalnej diecie :) Naleśników nie jadłam od ponad pół roku. Nie zawalę, nie ma takiej opcji. Dzisiaj miałam bardzo długie przerwy między posiłkami, ale bardzo łatwo było mi wytrzymać. Chociaż jest gorąco, to nawet na lody nie miałam ochoty.

Bilans:
9:15 - 3 kromki chrupkiego - 63
12:00 - jogurt naturalny 150g - 50
morela - 21
wafel ryżowy - 26
kawa z mlekiem - 30
18:00 - 3 kromki chrupkiego - 63
mus paprykowy do smarowania - 30
gotowane jajko - 78
pomidor - 26

Razem: 387 kcal. 

Kanapeczki na kolację:


Przedstawiam moją historię, cz. 1:

Od dziecka byłam chuda. Byłam chudym dzieckiem i chudą nastolatką. Każdy zazdrościł mi figury. Moja siostra była pulchna i bardzo się przez to nacierpiała w dzieciństwie (potem schudła w liceum, trzyma wagę i jest super zgrabna). Każdy zawsze mi mówił: „ale ty masz figurę, ale jesteś chuda, chciałabym być taka jak ty”. 

Już kiedy byłam niemowlakiem, to jadłam mało. Kiedy miałam parę miesięcy, to mama zabrała mnie do lekarza, bo kiedy dawała mi butelkę z mlekiem, to piłam tylko 2 łyki i więcej za nic nie chciałam wypić. Mama z tego powodu się o mnie martwiła. Potem zawsze tak było – jadłam bardzo mało. Byłam klasycznym niejadkiem. Jadłam mikroskopijne ilości jedzenia. Rodzice zawsze musieli mnie zmuszać do jedzenia, bo po prostu nie myślałam o jedzeniu. 


To się nie zmieniło, kiedy byłam nastolatką. Kiedy mama robiła pierogi, to jadłam 3 albo 4. Kiedy piekła ciasto, to jadłam kawałek lub dwa. Kiedy były placki ziemniaczane, to jadłam 2. Do szkoły na cały dzień zabierałam jedną małą kanapkę. Nie byłam głodna. Nigdy nie miałam żadnych zaburzeń odżywiania – po prostu więcej nie potrzebowałam.


Była jednak zawsze jedna rzecz, którą kochałam – słodycze. Przez te wszystkie lata prawie codziennie jadłam coś słodkiego, ale zawsze to był tylko jeden batonik, kawałek ciasta albo kawałek czekolady. To mi wystarczało. Zawsze uwielbiałam słodycze i nie wyobrażałam sobie życia bez nich. Nie tyłam, bo nie jadłam za dużo słodyczy. Nie przesadzałam.


Kiedy teraz na to patrzę, to myślę, że przez lata nie jadłam więcej niż 1500 kcal dziennie. To samo było na świętach czy uroczystościach rodzinnych – nigdy się nie przejadałam. Nie wiedziałam, co to znaczy przejeść się. Nawet na swojej osiemnastce nie zjadłam nic oprócz kawałka tortu. To wszystko, co było na stole, po prostu mnie nie ruszało.


Zaznaczam, że nie uprawiałam żadnego sportu. Zawsze nienawidziłam wysiłku fizycznego. Już od podstawówki nienawidziłam wf w szkole. To był mój najgorszy przedmiot, wolałam już matematykę albo fizykę, chociaż jestem humanistką. W liceum załatwiłam sobie zwolnienie lekarskie. Na studiach miałam wf przez 2 semestry i też dostałam zwolnienie od neurologa. Byłam wniebowzięta, bo ćwiczenia fizyczne albo gry zespołowe to była dla mnie największa kara.


W liceum ciężko zachorowałam, leżałam w szpitalu i byłam na sterydach. Bardzo wtedy przytyłam, ale po powrocie do domu bardzo szybko to zrzuciłam. Miałam doskonałą przemianę materii.


Zawsze kochałam swoje ciało. Inne dziewczyny narzekały na nogi, na ramiona czy na coś innego. Ja nie wiedziałam, co to znaczy. Nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, że z moim ciałem coś mogłoby być nie tak. Ten aspekt po prostu dla mnie nie istniał. Nie było czegoś takiego w moim życiu. Byłam z siebie w 100% zadowolona. Nie miałam powodu do narzekań. Chudość, doskonała przemiana materii – czego chcieć więcej?


Coś się jednak zmieniło, kiedy miałam 21 lat. Wtedy spieprzyłam moją przemianę materii. Ale o drugiej części mojego życia za kilka dni.  

18 komentarzy:

  1. i nic nie robisz żeby tą przemianę poprawić tylko pogarszasz sytuację ciągle spowalniając metabolizm... no ale mam nadzieję, że Ci się w końcu odwidzi :)

    dzięki za maila, jak będę miała gotówkę to chętnie kupię to repetytorium do matury bo wygląda sensownie :D kupiłam sobie też edgarda na poziomie średniozaawansowanym B1-B2, bo naukę zakończyłam certyfikatem B1 parę lat temu :) haha otworzyłam to wczoraj to co drugie słówka zakreślał, jednak bardzo się cieszę za powrót do języka. języki obce mnie odprężają, nie myślę o nich w kategorii obowiązku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, to nie może trwać wiecznie. Kiedyś wrócę do rodziców i tam nie będę mogła jeść tak jak teraz. Zresztą nie chcę, żeby było tak wiecznie.

      Ja również uczę się języków obcych z własnej woli, to moje największe hobby.

      Usuń
    2. dobrze, że się w tym odnalazłaś :) a na pewno dobrze uczysz, bo jesteś konkretna i wiesz, czego chcesz i wymagasz :) hehe ;)

      no ja wiem, że nie może to trwać wiecznie, a może nie tak prędko do rodziców wrócisz :) przecież nie wiesz jak Ci się tu ułoży :) może praca się znajdzie? :)

      Usuń
    3. To fakt, że nie wiem, jak się to wszystko ułoży. Nie mam po prostu pojęcia. Nie mam jednak wielkiej nadziei na znalezienie pracy, więc pewnie wrócę do rodziców.

      Usuń
  2. 6 jezykow! dziewczyno jestes bogiem, zawsze takie zdolnosci lingwistyczne mi niesamowicie imponowaly bo mi do glowy nie chce wchodzic glupi angaielski nawet ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Brrr dentysta - nienawidzę..!
    Co do nauki języków to zazdroszczę Ci. Mi za nic nie wchodzą. Tak jak niektórzy nie pojmują matmy, ja ja kocham.
    Czekam na dalszą część. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mogłabym swoją historie opowiedzieć dokładnie tak samo , tzn od urodzenia byłam niejadkiem i mama zmuszała mnie do jedzenia a ja jadłam malutko bo poprostu więcej mi nie było trzeba, jadłam słodycze ale tak jak ty w małych ilościach. Ty zaczęłaś mieć problemy z wagą później niż ja , mam nadzieje ,że wkońcu sie nam odmieni to na lepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja przeciwnie - jak byłam mała, to lubiłam jeść. NIestety... Rezultaty widać teraz.
    Lubię czytać Twojego bloga. Piszesz ciekawie, zawsze opisując swój dzień i czasem dodajesz ciekawe historie ze swojego życia. Ostatnio masz bardzo ładne bilanse - oby tak trzymać! Moje pewnie są nieco większe, ale wydaje mi się, że 1000 kcal nie przekraczam :)
    Dzięki za miły komentarz. Naprawdę nie wyglądam na 65 kg? Aż dziwne :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Salut ! Mam francuski w szkole ;) Zawsze fascynował mnie ten język, tak jak sama Francja. W tym roku biorę się też za hiszpański - ten także mnie interesuje.
    Zazdroszczę Twojej niechęci do jedzenia w latach młodości... Ja zawsze miałam odwrotnie - żarłok, łakomczuch... Choć do 9 roku życia i tak byłam chuda. Wtedy zachorowałam na nerki i przytyłam... Szpital. Od tamtej pory mam kompleksy...
    Czekam na drugą część :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też uwielbiam uczyć się języków. Zawsze miałam uzdolnienia w tym kierunku. No i z wf-em u mnie identycznie. Jak ja nienawidziłam ten przedmiot. Ruch to dla mnie też kara. To prawda - najgorsze są gry zespołowe. Jedyna rzecz, jaką w miarę lubiłam, to siłownia, na którą chodziłam na studiach w ramach wf.
    Jeśli bardzo Ci brakuje naleśników (też je kocham), to zrób je sobie czasem z mleka 0%, jajka i niewielkiej ilości mąki i usmaż na patelni teflonowej bez żadnego tłuszczu. To nie to samo, ale chociaż jakaś namiastka naleśnika :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Idę do technikum hotelarskiego i przydałyby mi się języki bez dwóch zdań, mogłabym się uczyć wszystkich, ale nienawidzę niemieckiego. Nie znoszę go. Szkoda że mieszkasz daleko. Załatwiłabym sobie korepetycje;)
    Bilans oczywiście świetny.
    Fajnie że nie musiałaś się przejmować wagą gdy byłaś nastolatką, też bym tak chciała.
    Czekam na drugą część twojej historii.
    Buziaki:***

    OdpowiedzUsuń
  9. tez się uczyłam fińskiego i mam zamiar do tego wrócic :) co do wagi-ja przeciwnie, jak byłam mała, to byłam pulpetem ;D

    OdpowiedzUsuń
  10. ach, francuski. piękny język, bardzo polecam :) też mówię w kilku językach, z czego w dwóch obcych zupełnie płynnie, więc wiem, jaka to pokusa zacząć uczyć się kolejnego :)

    myślę, że jak ktoś był całe życie chudy i nagle przytył, to takiej osobie będzie łatwiej się odchudzić niż komuś, kto zawsze był gruby i nagle bierze się za odchudzanie. chyba dużo osób prędzej czy później wraca do swojej normalnej sylwetki. mi to zajęło parę lat, ale wróciłam, bo tak samo jak ty przed liceum byłam chodzącym kościotrupem, który jadł bardzo mało. i tobie też się to uda :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Czekam na druga część opowiadania bo mnie wciąągnęła strasznie :)
    Dobrze ,że masz zapał do uczenia sie języków ,zawsze są przydatne. Bilans bardzo dobry :).

    OdpowiedzUsuń
  12. też byłam chuda jak byłam mała.. ale wraz z gimnazjum się to skończyło... no ale powoli wracam do formy ;) POWODZENIA :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Wróciłam!
    I widzę, że nadal tak bardzo malutko jesz! Zazdroszczę :) Tak jak zazdroszczę talentu do języków obcych.
    Ciekawa jestem, czy mieszkasz dalej w Niemczech (znalazłaś tam pracę), czy przeprowadziłaś się jednak do Polski.
    Czekam na następną część historii!
    eudaimonia93.pinger.pl

    OdpowiedzUsuń
  14. Jakoś instynktownie traktowałam Cię zawsze jak siostrę i teraz rozumiem dla czego. Moja historia to historia Twojej siostry, Twoja- mojej. Ja zawsze byłam grubym dzieckiem, a moja siostra chuderlakiem. Zmieniło się to kiedy ona miała 20/ 21 lat (magiczna liczba! Ale niestety wtedy ciało zaczyna przygotowywać sie do maciezyństwa, metabolizm zwalnia, gromadzi się troszkę)i od tamtej pory ja jestem tą szczuplejszą. Ona tak samo jak Ty ma awersję do wysiłku fizycznego, zawsze tak było. Ja z kolei lubię ćwiczyć. Jeden wyjatek- moja siostra uwielbia jeść, jako dziecko jadła bardzo dużo. Potrafiła jesć kolację 4 razy, ostatni raz o 1 w nocy Potrafiła wstać w nocy i wcinać słodycze. I co- wazyła na swojej studniówce 46 kg. A u mnie jedną frytkę od razu zawsze było widać na brzuchu i biodrach. W końcu oliwa sprawiedliwa i jej jest trudno.
    Trzymaj się!
    do-not-falter.mylog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  15. mi sie szykuje dentysta ale ten strach, przedluzam tą wizytę jak najdluzej ;D hehe, i fajnie ze masz znajomych z ktorymi milo spedzasz czas, szkoda tylko ze tak boisz sie tego jedzenia, kanapeczki bardzo smaczne ;) a teraz idę w mileczniu odczytac twoja historię bez komentarza. bo to twoje zycie i co nam do tego i wg mnie takich wspominek nie powinno sie komentowac ;)
    Olciuk

    OdpowiedzUsuń