Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje zdjęcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje zdjęcia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 października 2012

But maybe I've got a glimmer of potential

Wczoraj byłam na zakupach. Kupiłam trochę książek, tak właściwie to dużo książek, w sumie 9. Kiedy zobaczyłam w wmpiku powieść pt. "Nigdy nie wyjdę za mąż", to oczywiście musiałam ją mieć. Nie mogę się doczekać, aż zacznę czytać. Kupiłam też książkę pt. "Kobieta do zadań specjalnych" - taką literaturę lubię. Poza tym też najnowszą część Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz - znam świetnie tę serię, to jedno ze wspomnień młodości. Kupiłam też kilka książek germanistycznych.

Pierwotnie nie miałam zamiaru, ale weszłam do galerii i postanowiłam sobie kupić coś do ubrania. Wiecie, że w Niemczech mieszkam na zadupiu i że mam ponad godzinę do najbliższego dużego miasta. Dlatego wszystkie ubrania kupuję tam w internecie. Tutaj do dużego miasta mam 10 km. Tam chodziłam do liceum i studiowałam. Weszłam wczoraj do H&M i kupiłam sobie sukienkę. Już zapomniałam, jak to jest zmierzyć jakiś ciuch i potem go kupić. Kupując w internecie, nie ma takiej możliwości.

Sukienka jest w rozmiarze 36. Do przymierzalni oczywiście wzięłam rozmiar 38 i 40, a kiedy zobaczyłam, że rozmiar 38 jest za duży, to dopiero wtedy wzięłam 36. Może weszłabym nawet w 34, gdyby nie mój biust. Nienawidzę go! Nie jest duży, raczej średni, ale chciałabym mieć mały albo najlepiej wcale. Zawsze mam nadzieję, że w trakcie odchudzania mi trochę zmaleje, ale do tej pory się to nie udało. Jeszcze na pewno będę próbować. Ta sukienka u góry jest bardzo dopasowana i super, bo jeśli przytyję 3 kg, to już może być u góry za ciasna. Super motywacja!


Wczorajsze zakupy jedzeniowe:

 Wczoraj popołudniu posprzątałam dom. Wieczorem wrócili rodzice i brat, bo byli u dziadka na wsi pomagać w pracach. Moja mama przywiozła ciasto, bo mój kuzyn robił osiemnastkę i ciocia dała po trochę z każdego rodzaju ciasta. Nie zjadłam ani kawałka. Jeszcze kilka zostało, ale nie jem.

Dzisiaj rano byłam w kościele. Znowu spotkałam kuzynkę, która jest przy kości. W kościele stałam obok niej. Wiem, że może to głupie, ale mam straszną satysfakcję z tego, że jestem chudsza od niej! Ona i ja to tak jak Kim Kardashian i Kate Moss, z tym że to ja jestem tutaj Kate Moss. Miałam dzisiaj na sobie dopasowaną sukienkę, więc czułam się jeszcze lepiej, bo przy mojej kuzynce to ja jestem drobniutka!

Potem smażyłam kotlety schabowe na obiad. Wiecie: panierka, tłuszcz. Ja ich jednak nie jadłam. Oprócz nich było jeszcze upieczone mięso, bo u nas prawie zawsze jest do wyboru. Zjadłam oczywiście pieczonego kurczaka zamiast smażonego kotleta.

Teraz siedzę sama w domu. Brat jest w pracy. Rodzice i siostra pojechali do jej przyszłych teściów. Za chwilę mam iść do przyjaciółki. Z nią cały czas utrzymywałam kontakt, to moja jedyna przyjaciółka. Ona zawsze do mnie pisała. Nigdy nie straciłyśmy kontaktu, nawet kiedy ona była w USA. Nie wiem jednak, jak pójdę, bo leje po prostu strasznie. Tak jest od rana. Nie ma mnie kto podwieźć. Wygląda na to, że strasznie przemoknę. Nie pierwszy raz. Tak to jest, kiedy nie ma się prawa jazdy i nie można wsiąść w samochód. Trzeba wszędzie zapierniczać na piechotę. Dla mnie to standard. Nie mam zamiaru nic tam zjeść. Ewentualnie potem edytuję.

W ogóle nie mam ochoty na zakazane jedzenie. To nie jest tak, że muszę z sobą walczyć, żeby nie zjeść ciasta albo kotletów. Nie muszę walczyć, bo po prostu w ogóle nie mam na to ochoty. Nie odbywa się tu żadna walka. Po prostu nie jem i koniec. Mam to zakodowane i tego się trzymam. 

Wczorajszego bilansu nie zapisałam dokładnie. Rano zjadłam barszcz z grzybami, potem owoce i jogurt, wieczorem kromki z twarogiem.

Dziś:
10:00 - 2 kromki chleba pełnoziarnistego z twarogiem i żółtym serem - 200
2 śliwki węgierki - 12
nektarynka - 55
kakao na słodziku - 50
12:00 - bułka - 180
5 śliwek węgierek - 30
3 gruszki - 210
14:30 - pieczone mięso, ziemniaki, ćwikła - ok. 300
16:00 - kakao na słodziku - 50
kromka pełnoziarnistego chleba - 70
jogurt 7 zbóż light - 96

Razem: 1253 kcal.

Wrzucam jeszcze moje zdjęcie z dzisiaj. Brat mi je zrobił. Zobaczyłam, że nie ma co robić, to go poprosiłam.


środa, 3 października 2012

Wiejskie jedzenie rządzi

Wczoraj nie napisałam, gdyż miałam awarię internetu. Chodziłam strasznie wkurzona, bo popołudniu byłam umówiona ze znajomym na Skypie. Nic jednak nie mogłam poradzić. Okazało się jednak, że odłączyli, bo rachunek z lipca nie był zapłacony. Moi rodzice już nie płacą rachunków za internet, tylko siostra i brat. Już drugi raz się zdarzyło tak, że jeden rachunek się im zawieruszył. Tak samo było, kiedy byłam w Polsce w kwietniu. Teraz się nauczyli, żeby zbierać dowody wpłaty i kontrolować, czy na pewno wszystkie rachunki są zapłacone.

Wczoraj byłam w pobliskim mieście, żeby w bibliotece napisać kilka maili. Teraz już internet na szczęście działa, włączyli. Dzisiaj rano pojechałam z mamą do dziadka na wieś. Po drodze odebrałyśmy moją chrześnicę ze szkoły. W domu nikogo nie było oprócz dziadka: ciocia i wujek w pracy, kuzynka w pracy, kuzyn w szkole. Ja i mama zaczęłyśmy więc sprzątać, a bałagan był niemały, bo wiadomo, jak to jest na wsi. Miałam co robić. Potem mama ugotowała obiad, ja pomogłam mojej chrześnicy odrobić lekcje. Wróciłyśmy wieczorem.

Dieta idzie dobrze. Wczoraj i dzisiaj zjadłam co prawda więcej. Nie głodowałam, ale nie jadłam nic zakazanego. Twardo trzymam się postanowienia, żeby nie jeść słodyczy. Otaczają mnie, ale mnie nie kuszą. Moja motywacja jest zbyt wielka, żeby tak po prostu zjeść kawałek czekolady. O nie!

Wczorajszy bilans:
8:00 - kakao na słodziku - 50
nektarynka - 55
śliwka - 50
gruszka - 70
9:00 - baton musli - 100
4 małe herbatniki - 70
12:00 - bułka kukurydziana - 200
13:30 - barszcz z kawałkiem jajka - 100
kromka chleba ciemnego - 70
jogurt 7 zbóż 150 g - 96
16:20 - baton musli - 90
18:15 - 2 kromki ciemnego chleba z twarogiem - 200
kakao na słodziku - 50
nektarynka - 55
gruszka - 70

Razem: 1326 kcal.

Dzisiejszy bilans:
9:00 - gruszka - 70
nektarynka - 55
1,5 kromki chleba z twarogiem - 150
kakao na słodziku - 50
10:00 - kakao na słodziku - 50
jogurt 0% śliwkowy 200 g - 88
12:00 - 2 kromki ciemnego chleba - 140
16:30 - 4 pierogi z twarogiem - 290
17:30 - kakao na słodziku - 50
jogurt Jogobella light truskawkowy 175 g - 105

Razem: 1048 kcal.

Dobrze, że kakao już się skończyło. Miałam dzisiaj straszną ochotę na więcej pierogów, bo prawie rok ich nie jadłam, ale się powstrzymałam. Wczoraj tylko niepotrzebnie jadłam na wieczór owoce. Z upodobaniem jem domowy twaróg. My nie kupujemy twarogu, podobnie jak mięsa, mleka, jajek czy żółtego sera, bo wszystko mamy od dziadka ze wsi. Moja mama sama smaży żółty ser. A domowy twaróg jest po prostu najlepszy. Właśnie dlatego te rzeczy kupione z supermarketu nie smakują mi zbytnio - od dziecka jestem przyzwyczajona do produktów prosto ze wsi, a poza tym pierwsze lata mojego życia spędziłam na wsi. Bardzo tęsknię za takim wiejskim jedzeniem, kiedy jestem w Niemczech, czyli w sumie cały czas. Jajka prosto z gospodarstwa dziadka nie równają się z tymi z supermarketu.

Myślę, że z dietą nie jest źle, bo nie jem nic, czego normalnie bym nie zjadła na diecie - to jedna z moich zasad. Nawet, kiedy zjem więcej niż planowałam, to nie zaczynam żreć bez kontroli, bo już się raz na zawsze od tego odzwyczaiłam. Poza tym dlaczego miałabym ro robić, skoro nie jem nic zakazanego?

Wczorajsze śniadanie (pokrojone owoce):
Wczorajsza kolacja:
Dzisiejsze śniadanie:

Na koniec wrzucam jeszcze 2 moje zdjęcia. Zrobiła mi je znowu moja chrześnica, sprawia jej to frajdę. Potem robiłyśmy sobie zdjęcia, na których robimy śmieszne miny :)


Teraz idę zobaczyć, co u Was słychać. Potem oglądam dalej "Titanica", bo wczoraj zaczęłam, ale nie skończyłam. Jeden z moich ukochanych filmów.

niedziela, 30 września 2012

Happy :)

Rano byłam w kościele. Przy komunii wyciągnęłam ręce po opłatek, kiedy przypomniałam sobie, że tutaj ksiądz daje komunię do ust, a nie do rąk. W porę. W kościele było ok. Do domu wracałam z moją sąsiadką i równocześnie kuzynką. Ona jest przy kości i czułam się naprawdę spoko, bo w porównaniu z nią jestem mega chuda. Ona sporo przytyła w ostatnich latach, podobnie jak jej siostra. Obie non stop jedzą słodycze. Kilka lat temu często do nich chodziłam i zawsze miały w pokoju ciastka, czekoladę i chipsy. No cóż, widać po nich, że to się nie zmieniło. W porównaniu z nimi to ja jestem modelką.

Po powrocie z kościoła podgrzałam rosół dla mnie i dla mojej chrześnicy. Pisałam Wam wczoraj, że ona ma 7,5 roku. Jest strasznie chuda, nawet za chuda, ale ma to po rodzicach. Jej porcja rosołu z makaronem była większa niż moja. Moja siostra mówi do mnie: "Trzeba było sobie wziąć jeszcze mniej".

Potem było drugie danie: ziemniaki, surówka i smażone kotlety schabowe. Nie zjadłam. Tak wyglądała moja rozmowa z tatą:

On: Dziecko, na pewno nie chcesz?
Ja: Tato, naprawdę najadłam się tym rosołem, nałożyłam sobie dużo makaronu.
On: Ale potem sobie odgrzejesz, prawda?
Ja: Jasne, że tak.

Nie muszę dodawać, że moja porcja rosołu z makaronem była mikroskopijna, a drugiego dania potem sobie nie odgrzałam. Przed chwilą rozmawiałam z tatą o różnych rzeczach. Kazał mi coś zjeść na kolację. Powiedziałam, że za chwilę zjem. Oczywiście nie zjem. Naprawdę głupio mi go kłamać, bo jest wspaniały, ale nie chcę, żeby się martwił. Moja mama dzisiaj musiała pójść do pracy. Gdyby była w domu, to trudniej byłoby mi uniknąć drugiego dania.

Siedziałam dzisiaj w sumie sama. Wczesnym popołudniem ciocia zabrała moją chrześnicę do domu. Dałam jej prezenty dla niej i dla kuzynów. Mama była w pracy, tata odpoczywał, brat u swojej dziewczyny, siostra z narzeczonym. Jestem niesamowicie zaskoczona swoim podejściem do jedzenia. Rano siostra i jej narzeczony jedli domową pizzę, ale ja odmówiłam. Lodówka jest pełna, są wszystkie rzeczy, które uwielbiam: kotlety, pasztet, domowa pizza, słodycze, które przywiozłam z Niemiec. Nic mnie nie kusi, na nic nie mam ochoty. Wcześniej sama bym nie pomyślała, że nie zjem kotletów schabowych i że nawet nie pomyślę, żeby je zjeść. W ogóle nie myślę o jedzeniu, aż jestem tym zszokowana. W Niemczech zawsze mam w mieszkaniu tylko dozwolone rzeczy, ale prawie cały czas myślę o jedzeniu. Tutaj w ogóle. Zjadłam dzisiaj bardzo mało - nawet mniej, niż planowałam. Fuck, jak dalej tak będzie, to może wrócę do rodziców na stałe???

Aha, zapomniałabym Wam napisać, jak w nocy mnie przeczyściło. Wczoraj wieczorem wypiłam herbatę i poszłam spać. Koło 2 w nocy zaczęła się masakra. Nie miałam pojęcia, co się stało. Przecież nie brałam żadnego przeczyszczacza. Rano odkryłam tajemnicę: okazało się, że wypiłam senes. Moja mama i siostra są fankami herbat, w kuchni jest szafka z różnymi rodzajami herbat. Wczoraj wieczorem miałam ochotę na ziołową herbatę, więc wzięłam pierwszą z brzegu. Nawet nie popatrzyłam dokładnie, co to za herbata. No cóż, teraz wiem, że w domu w ogóle jest senes i że ma zielone opakowanie.

Bilans:
10:00 - kromka chleba z twagoriem - 100
nektarynka - 55
12:15 - rosół z małą ilością makaronu - 150
14:30 - kawa z mlekiem - 20
15:30 - jogurt 0% śliwkowy 200g - 88
18:30 - 2 kromki chleba ciemnego, jedna z żółtym serem, druga z twarogiem - 200

Razem: 613 kcal.

Zdjęcia moich posiłków będę robić w miarę możliwości.

Śniadanie:
Kolacja:

Tak jak Wam obiecałam, wrzucam zdjęcie całej mojej sylwetki. Zrobiła mi je dzisiaj moja chrześnica. Jest z niej mały fotograf. Pytała, po co mi zdjęcie bez głowy :) W czasie mojego pobytu w Polsce na pewno mi zrobi więcej takich zdjęć, tym bardziej że pojadę do niej na kilka dni :)


Ta sukienka nie jest obcisła, ale na pewno wstawię też zdjęcie w obcisłej.

poniedziałek, 24 września 2012

Lekarz, apteka, szkoła

Wczoraj siedziałam w trzech grubych swetrach i zamarzałam. Dzisiaj siedziałam w bluzce z krótkim rękawem i jednym polarze. Zastanawiałam się, dlaczego jest mi ciepło. Patrzę, a tu ogrzewanie włączone. Juhuuuuuuuu!

Dzisiaj wstałam o 8:30, bo na 10:30 miałam do lekarza. Kiedyś spałabym do oporu, teraz wstaję wcześniej. Bardzo to sobie chwalę. Już nie potrafiłabym spać do 12 jak kiedyś, tak jak jeszcze 2 miesiące temu. To chyba starość się zbliża, bo starsi ludzie wstają wcześniej. Teraz to się cieszę, że jutro muszę wstać o 7 (na obserwację lekcji francuskiego u tego przystojnego nauczyciela). To dobrze, bo może akurat kiedyś znajdę pracę. Wtedy na pewno będę musiała wstawać wcześnie.

Musiałam pójść do lekarza po Euthyrox, bo mam niedoczynność tarczycy. Bez tego leku ciągle bym tyła i żadna dieta by tu nie pomogła.

Po wizycie u lekarza byłam w aptece. Uwielbiam do niej chodzić. Apteka to jeden z moich ulubionych sklepów. Zawsze coś tam kupię: a to lekarstwo, a to ziołowe herbaty, a to kosmetyki pielęgnacyjne mojej ulubionej firmy, które są dostępne tylko w aptece, a to żelki bez cukru. Dzisiaj kupiłam herbatę i takie właśnie żelki bez cukru, które produkuje ta apteka. Nie zjadłam całego opakowania, reszta na jutro. 

Dzisiaj jest bardzo zimno: deszcz i silny wiatr. Złapała mnie ulewa, kiedy byłam na mieście i nawet nie dało się otworzyć parasola. W szkole miałam pecha. Wychodziłam z pokoju nauczycielskiego i zobaczyłam dyrektora. Pomyślałam sobie: "Fuck!" (Bo przecież mogę tam wchodzić tylko, żeby drukować albo kserować). Na szczęście się do mnie uśmiechnął. Nawet gdyby mnie opierniczył, to powiedziałabym, że tylko drukowałam, a to akurat była prawda. Nie szpiegowałam. Zresztą dzisiaj nawet nie było czego szpiegować, bo w środku nie działo się nic ciekawego.

Właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że mam mało pieniędzy. Kupiłam trochę prezentów dla rodziny i chcę kupić jeszcze kilka rzeczy. Na polskim koncie mam dosłownie 2 zł. Nie może być inaczej, skoro nie mam pracy. Kiedy będę u rodziców, to nie będę mogła sobie kupować dietetycznego jedzenia. Będę musiała jeść to, co jest w domu. Na szczęście w domu moich rodziców nie jest pod tym względem źle. Zawsze są owoce i warzywa, mama często gotuje zupy i rzadko smaży. Poza tym moja siostra kupuje tylko chleb pełnoziarnisty.

Bilans:
9:00 - bułka wieloziarnista - 200
jajko - 78
twaróg - 20
mus dla niemowląt 190 g - 89
12:00 - bułka pełnoziarnista - 150
drożdzówka bez nadzienia - 200
13:00 - 3 cukierki - 60
17:00 - ze 150 g żelek bez cukru - ok. 400
18:40 - potrawka z warzyw i kurczaka - 150

Dzisiaj może nie było idealnie, ale nie musiało być.  Miałam bardzo zabiegany dzień. Ja mam tak, że kiedy tak biegam, to zawsze jem więcej. Nie wiem, dlaczego. Kiedy mam spokojny dzień, to jem mniej. 

W aptece zakupiłam zieloną herbatę:

Poza tym jeszcze 2 próbki herbat, gdzie w każdej są po 3 saszetki:
Śniadanie:
Późniejszy posiłek:
Obiadokolacja:
Moja potrawka z warzyw i kurczaka smakuje teraz jeszcze lepiej, gdyż wczoraj dodałam więcej dynii. Pycha! Przepis na nią znajduje się w poście z 19 września.

Moje dzisiejsze fotki. Ta marynarka jest za duża, jak większość moich ubrań:

niedziela, 26 sierpnia 2012

449 / Moja historia. Cz. 5. Obsesja

Rano byłam w kościele. Dzisiaj zamiast zwykłej mszy był musical biblijny w wykonaniu dzieci. W całym kościele była piękna scenografia. Ten musical był naprawdę super. Występowały starsze i młodsze dzieci. Slodkie były takie małe szkraby, które tańczyły i śpiewały. Potem dekoracje zostały posprzątane i była jeszcze msza, ale już bez kazania. Bardzo mi się ten musical podobał, zresztą tu w kościele zawsze jest fajnie.

Dzisiaj strasznie leje. Jest zimno. Siedzę w grubym swetrze i piję gorącą herbatę. Super, że nie ma upałów, ale teraz niebo przez cały dzień jest bardzo ciemne i nastrój trochę depresyjny. Od jutra będzie lepiej, bo będę mieć więcej do roboty. Rozmawiałam dziś z mamą na Skypie. Jak zwykle pytała, czy coś jem. Potem uczyłam się hiszpańskiego, a także zaczęłam zgłębiać francuski, gdyż jutro zaczynam obserwować lekcje. Napisałam też artykuł na moją stronę, także zrobiłam coś pożytecznego.

No właśnie, jutro idę do szkoły na kilka godzin (hospitacja lekcji, dyżur w bibliotece), potem do znajomych. Nie będę miała popołudniu ani wieczorem czasu na zakupy, więc muszę wstać 2 godziny wcześniej i pójść do supermarketu rano. Muszę, bo nie mam prawie nic do jedzenia, a mam ochotę na moje ulubione musy dla niemowląt. Nie mam też jajek, pomidorów, pieczywa chrupkiego, wędliny i jeszcze kilku innych rzeczy. Mam tylko morele, parę jabłek i puszkę zupy WW.

Moja mp3 na szczęście sama się naprawiła. Uf! Miałam niezłą ulgę :) Chciałam pójść biegać, ale za bardzo leje. Szkoda.

Bilans:
10:00 - kawa z mlekiem - 30
2 wafle ryżowe - 52
2 kromki chrupkiego - 42
12:30 - kawa z mlekiem (mniej mleka) - 15
13:30 - 3 kromki chrupkiego - 63
gotowane jajko - 78
pomidor - 26
mus paprykowy do smarowania - 30
15:30 - kromka chrupkiego - 21
16:30 - jogurt naturalny 150g - 50
2 morele - 42

Razem: 449 kcal.

Dzisiaj było więcej suchego prowiantu. Przez całe popołudnie miałam straszną ochotę na drożdżówkę, ale wiedziałam, że nie pójdę do cukierni. Dodawałam do herbaty słodziku i ochota na coś słodkiego minęła.

Ostatnia część mojej historii związanej z dietą:

Na początku sierpnia minęło 12 miesięcy, odkąd jestem z Aną. Od tego czasu schudłam 13 kg. Było tu kilka etapów, w których nie byłam na surowej diecie i dużo jadłam (głównie kiedy byłam na świętach u rodziców w Polsce). Nie zmienia to faktu, że wtedy miałam niesamowite wyrzuty sumienia. Było wymiotowanie, były środki przeczyszczające. Od tych 12 miesięcy tkwię w obsesji. Boję się jedzenia. Wydaje mi się, że od razu od niego przytyję. Kiedy idę przez miasto, to tylko porównuję się z innymi kobietami. Patrzę tylko na to, która jest chudsza albo grubsza ode mnie. 

Odkąd zaczęłam to wszystko, to ciągle liczę kalorię, ciągle planuję, co zjem następnego dnia. Nie jem spontanicznie. Nie uczyniło mnie to szczęśliwszą (ale nie oczekiwałam tego, bo nie jestem naiwna).

Zazdroszczę ludziom, którzy jedzą normalnie i którzy nie mają pojęcia, ile kalorii ma pomidor, ogórek, jabłko, kromka chleba, mleko albo kawałek kurczaka. Ja potrafię podać wartość kaloryczną każdego produktu. Ja już nie pamiętam, jak to jest normalnie jeść. Już nie pamiętam, co brałam do jedzenia do pracy rok temu ani co wtedy jadłam na śniadanie.

Zaczynałam normalnie: od mniej więcej 1200 kcal dziennie. Wtedy schudłam i każdy to zauważył. Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego potem tak drastycznie ograniczyłam jedzenie. Już kilka lat temu udało mi się schudnąć i jeść normalnie. Dlaczego teraz tak nie potrafię? Sama nie wiem. 

Na zakupach zawsze mam przy sobie listę, ale i tak chodzę po supermarkecie ponad godzinę: wkładam i wykładam różne produkty z koszyka, liczę kalorie, sprawdzam, czy jednak nie wyprodukowali czegoś mniej kalorycznego… Nienawidzę siebie za to.

Nie potrafię uwierzyć w to, że jeszcze rok temu ważyłam 13 kg więcej. Wtedy byłam zadowolona z siebie (!). Nigdy bym nie przypuszczała, że kiedyś wpadnę w kompleksy, bo nie znałam tego słowa. Dlaczego pewnego dnia stanęłam przed lustrem i powiedziałam sobie, że jestem gruba? Dlaczego porównuję się z innymi i twierdzę, że jestem od nich grubsza, chociaż wiem, że to nieprawda? Bo obiektywnie widzę, że te osoby przecież noszą większy rozmiar. Dlaczego wydaje mi się, że każdy myśli, że jestem tłusta, kiedy na mnie patrzy? A co, jeśli naprawdę tak jest? 

W tym czasie zdarzyło mi się wymiotować. Były tygodnie, kiedy robiłam to codziennie. Skończyłam z tym, bo wolę nie zjeść niż potem wymiotować. Nie chcę rozerwać sobie przełyku i umrzeć. Środki przeczyszczające też mam za sobą, ale też z nimi skończyłam. Na szczęście mam silną wolę. Wymiotowanie pewnie jeszcze mi się zdarzy, ale na pewno sporadycznie (prawdopodobnie jak ktoś mnie zmusi do jedzenia).

Martwi mnie tylko moje zdrowie. Okresu już od dawna ani śladu… Czy jeśli kiedyś wyjdę za mąż, to czy będę mogła zajść w ciążę? Może funduję sobie bezpłodność? Czasami jestem zaskoczona, że jeszcze żyję. Jem tyle, żeby nie umrzeć, ale mimo to czasami boję się, że rano się nie obudzę.

NIKT, kto je normalnie, tego nie zrozumie.

Z drugiej strony czuję, że odchudzanie to jedyna dziedzina życia, którą kontroluję. Nic innego nie zależy ode mnie. Czuję, że jestem ponad ludźmi, którzy obżerają się i tyją. Kiedy widzę grubych ludzi kupujących w supermarkecie pizzę albo słodycze, to robi mi się niedobrze. Kiedy widzę na mieście grubych ludzi jedzących lody albo fast foody, to myślę, że ja na ich miejscu bym się wstydziła. Dlatego czuję, że ja jestem od nich lepsza. Są osoby, które mi zazdroszczą, ale nie potrafią wziąć się za siebie. Pewnie, lepiej narzekać: „Ale ja mam wałki tłuszczu”, „Ale masz szczupłą twarz, też bym tak chciała” albo „Ale ja jestem gruba”. Po prostu ruszcie tyłek, a najpierw opróżnijcie lodówkę… 

Powiem tak: to wszystko to jednak ciągle za mało. Ja się nie poddam. To po prostu nie w moim stylu. Nie przestanę, bo tylko dietę w moim życiu mogę całkowicie kontrolować. Chcę osiągnąć mój cel. Na inne rzeczy nie mam aż takiego wpływu.

Bloga prowadzę od końca listopada zeszłego roku. Najpierw był oczywiście blog na Onecie (niestety skasowałam go). Ach, to były czasy! Cieszę się, że zaczęłam pisać o odchudzaniu w Internecie. A jak to się zaczęło? Wpisałam w wyszukiwarkę „blogi o odchudzaniu” i znalazłam to, czego szukałam. Był to blog jednej z Was i dalej on istnieje. Ciekawe, czy ta osoba się domyśla :) Wtedy postanowiłam założyć swojego bloga. 

Kto w tym nie tkwi, nie zrozumie tej obsesji, która zawładnęła życiem.

Czy żałuję? Nie. Mimo wszystko nie żałuję. 

Wiem na pewno, że mogę być jeszcze szczuplejsza. Mam bardzo chude kości. Nie wiem, czy tak można powiedzieć, ale wiecie, o co chodzi. Kiedy patrzę na swoje biodra, to widzę, że z każdej strony brakuje mi mniej więcej 3 cm, żeby kości biodrowe mi wystawały. Mam wąską miednicę. Z natury jestem chuda, walczę więc dalej.

Kiedy osiągnę cel, to trzeba będzie pomyśleć o powolnym zwiększaniu wartości kalorycznej i powrocie do normalności. Nie wiem, czy mi się uda, ale na pewno spróbuję.

Wrzucam jeszcze moje nowe zdjęcia:




sobota, 18 sierpnia 2012

400 / Musy dla niemowląt

Dzisiaj wstałam o 12:05. Nic dziwnego, skoro położyłam się o 4 w nocy. Oglądałam moją peruwiańską telenowelę na youtube, nie mogłam się oderwać. Dzisiaj całe popołudnie spędziłam na oglądaniu. Jestem już na 143 odcinku. Jutro konkretna robota. Z pożytecznych rzeczy dzisiaj napisałam tylko artykuł na moją stronę germanistyczną. Napisałam o podwalinach i o filozofii oświecenia, czyli przede wszystkim o empiryzmie i o filozofii Immanuela Kanta. Jeśli mam być szczera, to muszę powiedzieć, że wolę filozofię oświecenia od facetów. Napisanie takiego artykułu daje mi więcej satysfakcji niż jakaś głupia randka, z której i tak nic dobrego nie przyjdzie. Taki artykuł o oświeceniu przynajmniej przyda się ludziom. Ja tam wolę Immanuela Kanta.

Poza tym nic mi się dzisiaj nie chciało. Jest ciepło, ale nie ma upałów. Dla mnie to i tak za gorąco. W ogóle cały dzień źle się dzisiaj czułam, brzuch mnie bolał. Dopiero koło 20 poszłam do supermarketu. Normalnie w soboty robię większe zakupy, ale dzisiaj kupiłam tylko najpotrzebniejsze rzeczy, bo pomyślałam, że nie chce mi się dźwigać.

To dzisiaj kupiłam z jedzenia:

Pytałyście o moje musy dla niemowląt. Kupuję owocowe bez cukru i jem na śniadanie albo na drugie śniadanie (jeśli jem drugie śniadanie). Tych musów nie jem codziennie. Na zdjęciu mozecie zobaczyć, jakie dzisiaj kupiłam. Od lewej:
- mus gruszkowy Bebivita - 119 kcal w 190g
- mus z brzoskwini z dodatkiem musli Bebivita - 110 kcal w 160g
- mus gruszka w jabłku Hipp - 107 kcal w 190g

Zawsze w supermarkecie stoję przy dziale z jedzeniem dla dzieci obok matek z niemowlakami w wózkach :)
Te musy są korzystne cenowo. Bebivita kosztuje 0,65 euro, a Hipp 1,05 euro. Tutaj bardzo się one opłacają, w euro są tanie. Chciałam Wam zrobić dokładniejsze zdjęcia, ale nie umiem za bardzo robić zdjęć wieczorem.

Bilans:
12:10 - kawa z mlekiem - 30
13:00 - gotowane jajko - 78
3 kromki chrupkiego - 63
pomidor - 26
14:30 - jabłko - 70
17:30 - kromka chrupkiego - 21
zupa Weight watchers 395 ml - 112

Razem: 400 kcal.

Jeszcze kiedyś zrobię Wam zdjęcie zupy Weight watchers, dzisiaj zapomniałam. Jem jarzynową z dodatkiem kurczaka, dosyć pikantną. Smakuje bardzo dobrze. Cała puszka ma 112 kcal.

Zawsze sobie kroję jabłko, bo w ten sposób wydaje mi się, że jest więcej:


To jeszcze moje dzisiejsze zdjęcia. Te spodnie kupiłam, kiedy ważyłam 10 kg więcej, więc teraz strasznie ze mnie lecą i cały czas muszę je podciagać. Może sobie w końcu kupię jakiś pasek. Nieźle musiałam manewrować do tych zdjęć, żeby te spodnie aż tak nie wisiały.

czwartek, 16 sierpnia 2012

Wieloryb?

Przed południem poszłam do szkoły, żeby zacząć organizować moją działalność charytatywną. Jutro idę dopinać wszystko na ostatni guzik i w przyszłym tygodniu zaczynam pełną parą. Greta, ty naiwna idiotko...

Wczoraj zaczęłam prowadzić blog po angielsku na wordpress. Jest o szukaniu pracy, nepotyzmie itp. Za jakiś czas napiszę tu adres.

Pod względem diety było dzisiaj prawie dobrze. Wieczorem dostałam niespodziewany telefon od przyjaciół. Ich syn miał problem z zadaniem domowym, no to zaproponowałam, że przyjdę do nich i mu pomogę. Chcieli przyjść do mnie, ale pomyślałam, że nie chce mi się sprzątać. Poszłam więc do nich, pomogłam mu i pocieszałam ich, że on na pewno sobie poradzi itp. Chcieli mi zapłacić za to, że byłam z nimi w poniedziałek na spotkaniu organizacyjnym w szkole, ale powiedziałam, że nie chcę za to żadnych pieniędzy. No to dali mi praliny czekoladowe, które zjadłam. Na szczęście małe opakowanie. To oczywiście tylko i wyłącznie moja wina. Przecież mogłam je wyrzucić do kosza na mieście. Nie wiem, dlaczego tego nie zrobiłam. Mam nadzieję, że nie zaszkodzi mi to bardzo w diecie. Przyznam się jednak, że wzięłam przeczyszczacz. Raz na jakiś czas nie zaszkodzi. Chciałam potem zjeść coś jeszcze, ale nie pogarszam swojej sytuacji. To moja główna dewiza.

W ostatnich dniach rozmyślałam nad moją dietą i postanowiłam zrobić lekkie zmiany. Nie będę uparcie dążyć do celu, chociaż nadal chcę go osiągnąć. Postaram się, żeby bilanse były mimo to jak najmniejsze. W najbliższym czasie skoncentruję się na trzymaniu wagi. Należę do osób, którym strasznie trudno jest schudnąć w lecie. To cud, że w ostatnich tygodniach zrzuciłam parę kilogramów. Ja zawsze w lecie tyję, a w zimie jest mi łatwo schudnąć. Cały czas walczę, ale jak mi się teraz nie uda, to uda mi się w zimie. Jak zostanę taka jak jestem, to jeszcze ujdzie w tłumie. Nie mogę tylko być grubsza. W każdym razie nie mogę się doczekać późnej jesieni i zimy. Wtedy pójdzie z górki. Teraz znowu mam totalny zastój w wadze. Tak to u mnie jest: czasami waga mimo trzymania diety stoi w miejscu przez 3 tygodnie, a potem gwałtownie rusza.

Sama już nie wiem, jak siebie postrzegam. Kiedy idę przez miasto, to przeglądam się w każdej wystawie sklepowej. To moja obsesja. Wtedy wydaje mi się, że nie jestem taka gruba. Kiedy jednak patrzę np. na swoje ubrania, to wydaje mi się, że jestem wielorybem. Sama już nie wiem. Wiem jednak, że nie pozwolę sobie na przytycie, bo za dużo mnie to wszystko kosztowało. Wolę umrzeć niż być gruba - to cały czas jest aktualne.

Długo myślałam nad głodówką i zdecydowałam się. Zaczynam w środę lub w czwartek w przyszłym tygodniu. Zamierzam wytrzymać co najmniej 5 dni. Zrobię to bardziej z ciekawości. Nie spodziewam się spektakularnych wyników.

Zamieszczam jeszcze moje zdjęcia z dzisiaj. Powiedzcie mi prawdę: czy jestem wielorybem? Błagam o prawdę.


Ta żółta bluzka w zeszłym roku była totalnie obcisła. Nic dziwnego, ważyłam wtedy 12 kg więcej...

Jeszcze dzisiejsze śniadanie, czyli pokrojone jabłko i nektarynka:


I jeszcze późniejszy posiłek:


poniedziałek, 13 sierpnia 2012

473 / Intensywny dzień

Właśnie wróciłam z biegania. Umyłam się i nabalsamowałam się. Biegałam przez 50 minut.

Moja siostra mi napisała dzisiaj na gg, że doszła paczka, którą wysłałam w czwartek. Siostra zajęła się rozdzielaniem wszystkiego po rodzinie. Wszyscy ucieszyli się z prezentów.

Dzień miałam bardzo intensywny. Było tu dzisiaj rozpoczęcie roku szkolnego. Syn moich przyjaciół w czerwcu skończył gimnazjum w Polsce i teraz idzie tu do 11 klasy do szkoły, w której pracowałam. Klasy 11-13 to jest tutaj przygotowanie do matury. Poszłam do szkoły z nim i jego mamą, bo chcieli, żebym im pomogła. On mówi po niemiecku dobrze, dogaduje się z Niemcami, ale nie mówi płynnie. Jego mama mówi całkiem nieźle. Tutaj nie ma żadnej uroczystości na rozpoczęcie roku. Uczniowie przychodzą, dostają plan i od razu zaczynają się lekcje. Klasy 11-ste miały mieć spotkanie, bo one wybierają kursy do matury na poziomie zaawansowanym i z tego wynikają kombinacje pozostałych przedmiotów. Jest to skomplikowane, dlatego moi przyjaciele chcieli, żebym im pomogła. Opiszę Wam to wszystko, bo warto:

- nie miałam ochoty iść do tej szkoły, zrobiłam to tylko ze względu na przyjaciół

- musieliśmy znaleźć salę, w której będzie spotkanie organizacyjne, ale w tej szkole nie ma organizacji. NIKT nie wiedział, gdzie jest to spotkanie. W sekretariacie nie mieli pojęcia. Wicedyrektor też nic nie wiedział, chociaż to on zajmuje się przydziałem sal!!! Poszliśmy więc do opiekuna klas 11-13, ale on też nic nie wiedział, chociaż w pierwszej kolejności powinien. W końcu dowiedzieliśmy się, w jakiej to sali

- spotkanie prowadziło trzech nauczycieli, w tym jeden, z którym mam świetny kontakt. Uczniowie klas 11 to w sumie około 100 osób, a sala była na 30 osób. Większość musiała stać. Wiedzieli przecież, ilu uczniów będzie, a mimo to nie dali większej sali...

- był straszny hałas i  przy odczytywaniu nazwisk uczniów, którzy mają chodzić na dany kurs, nie dało się prawie nic zrozumieć. Dzięki mojej świetnej znajomości niemieckiego ja zrozumiałam wszystko i potem moi przyjaciele dziękowali mi, że z nimi poszłam. Dowiedziałam się też dla nich wszystkiego, co chcieli wiedzieć

- potem była duża przerwa, spotkanie się skończyło. Poszłam z tym nauczycielem, z którym mam dobry kontakt, do pokoju nauczycielskiego, żeby skserował mi plan lekcji dla mojego "podopiecznego". A w pokoju nauczycielskim standard. Wszyscy siedzą i żrą ciasto. Na stołach porozkładane talerze z wafelkami i ciastkami. Zrobiło mi się niedobrze. Normalka - na każdej dużej przerwie siedzą i żrą, na okienkach to samo

- kilku nauczycieli chciało chyba ze mną porozmawiać, ale ja nie chciałam i odchodziłam. Nie chcę współczujących wypowiedzi w stylu: "Szkoda, że tyle pracowałaś i mimo to nie masz teraz pracy". Ja już do nich nie należę, więc nie widzę powodu, żeby z nimi rozmawiać. W tej szkole mam tylko jedną dobrą przyjaciółkę i z nią będę utrzymywać kontakt. No i z tym innym nauczycielem, o którym wcześniej wspominałam. Jego i jeszcze takiego innego widuję zawsze w kościele na mszy. Z resztą nie chcę mieć nic wspólnego

- spotkałam też oczywiście moich hejterów i widziałam ich zadowolone miny. Widziałam, że już się przestraszyli, że jednak uczę. No cóż, nie mają się czego bać

- na dziedzińcu szkoły uczniowie mnie zaczepiali i pytali, dlaczego już ich nie uczę. Wkurzało mnie to. Co im miałam powiedzieć? Że szkoła nie ma tych marnych centów, żeby mnie opłacić?

W szkole spędziłam parę godzin. Popołudniu miałam 2 lekcje na Skypie. Dzień był więc bardzo intensywny i do końca tygodnia tak będzie. Dopiero w sobotę trochę odpocznę. Codziennie mam coś do załatwienia. Przynajmniej nieźle się nabiegam w tym tygodniu. Ciekawie u mnie jest, co?

Bilans:
8:00 - jabłko - 70
brzoskwinia ufo - 44
11:40 - mus dla niemowlaków 190g - 109
13:10 - kawa z mlekiem - 30
16:30 - kawałek pieczonej wołowiny, surówka - 220

Razem: 473 kcal. 

Na śniadanie to co wczoraj, czyli pokrojone jabłko i brzoskwinia:


Mój obiadek:

Surówka - połowa czerwonej papryki, pomidor, sałata, dressing ziołowy:

I po pomieszaniu:


Pieczony w folii kawałek wołowiny, doprawiony przyprawą do mięsa (to mały talerz):


Ostatnio jem jajka i mięso, bo staram się włączyć do diety więcej białka. Ciekawe, jaki będzie efekt.

To jeszcze moje fotki zrobione wczoraj i dzisiaj przed lustrem. Dla odmiany mam na sobie coś w żywszych kolorach:


Kiedy patrzę na siebie w lustrze, to myślę, że nie ma aż takiej tragedii. Kiedy widzę swoje zdjęcia, to się załamuję. Uda mam masywne, ale tego już nie zmienię. Dobrze, że łydki mam chude. Spodnie, które mam na tych zdjęciach, na szczęście ze mnie lecą, chociaż tu tak tego nie widać. Tę różową marynarkę kupiłam sobie w I klasie liceum. Jestem dumna, że mogę ją teraz nosić. Nic nie jest niemożliwe.

piątek, 10 sierpnia 2012

439 / Moje zdjęcia

Dzisiaj wstałam o 11 i zdałam sobie sprawę z tego, że w szkole właśnie zaczyna się konferencja nauczycieli przed rozpoczęciem roku szkolnego, które jest tu w poniedziałek. Ja nie miałam tam czego szukać i zrobiło mi się trochę przykro. Niektórzy nauczyciele byli na pewno wniebowzięci, że nie ma ani mnie, ani Mary, czyli dwóch osób, które zawsze stawiały dobro uczniów na pierwszym miejscu, co niektórym się nie podobało. No cóż, każdy etap życia kiedyś się kończy. Może z biegiem czasu znajdę nową pracę. Będę udzielać się w szkole charytatywnie, będę zajmować się innymi rzeczami i uczyć się.

Zrobiłam dzisiaj idealny porządek w mieszkaniu. Posprzątałam pokój, korytarz, kuchnię i łazienkę. Pościerałam kurze, odkurzyłam, zmyłam podłogi, uporządkowałam rzeczy. Ostatnio nie sprzątałam, ale dzisiaj przyszli do mnie znajomi, więc musiałam. 

Popołudniu zadzwoniła do mnie przyjaciółka i zaprosiła mnie na lody. Odmówiłam, wymyśliłam pretekst. Chciałam ją zobaczyć, ale pomyślałam, że pójście na lody to nie jest dla mnie nic dobrego. Na 100% nic bym nie zamówiła i nie chciałabym, żeby ona źle się czuła z tego powodu. Może w przyszłym tygodniu się zobaczymy w bardziej sprzyjających okolicznościach.

Potem rozmawiałam z mamą na skypie. Wieczorem byli u mnie znajomi, już wrócili z Polski. Dostali ostatnio z urzędów mnóstwo papierów, bo kupili nowy samochód i prawie godzinę tłumaczyłam im, o co chodzi w tych papierach, bo nie znają tak dobrze niemieckiego. 

Bilans:
11:10 - 2 nektarynki - 110
13:30 - jogurt pomarańczowy 125g - 61
2 wafle ryżowe - 52
15:00 - kawa z mlekiem - 30
17:30 - gotowane jajko - 78
3 kromki chrupkiego - 81
3 plasterki chudej szynki drobiowej - 27

Razem: 439 kcal.

Tak jak obiecałam, przedstawiam Wam moje zdjęcia. Niektóre z Was już je widziały na starym blogu. Siostra zrobiła mi je pod koniec marca, kiedy byłam w Polsce. Teraz ważę tyle co wtedy, ale mam wrażenie, że teraz wyglądam trochę lepiej. Szkoda, że teraz nie ma mi kto zrobić zdjęć, ale kiedy pojadę do Polski, to znowu poproszę siostrę. Może wcześniej zrobię sobie sama jakieś zdjęcia przed lustrem.


Najbardziej nienawidzę swoich ramion, cała reszta może być. Gdybym nie miała siły albo ochoty na odchudzanie, to nawet mogłabym się zaakceptować. Mam jednak siłę i ochotę do działania.

Jutro muszę pójść do supermarketu na zakupy. Cieszę się, bo teraz stać mnie nawet na mięso, a nie zawsze tak było. Rzadko kupowałam nawet rybę, nie mówiąc np. o wołowinie, a właśnie na nią mam od jakiegoś czasu ochotę. Poza tym kupię to, co zawsze.