Dzisiejszy dzień rozpoczęłam biegiem - na pociąg. Miałam szkolenie w innym mieście i trochę zaspałam, ale na szczęście dobiegłam na kilka sekund przed odjazdem, który był o 7:15. Wczoraj prowadziłam kurs w innym mieście i mój pociąg miał spóźnienie, ledwo zdążyłam. Nienawidzę pociągów, ale co zrobić. Muszę nimi jeździć, bo nie ma czym.
Czuję się w ostatnich dniach beznadziejnie. W ciągu dnia jest 16 stopni, a to dla mnie o wiele za gorąco. Moje ulubione miesiące roku to październik i listopad - chłodno, deszczowo. Chyba powinnam była urodzić się jako dżdżownica. 16 stopni to już dla mnie upał, a nie wiem, co będzie, jak zacznie się prawdziwe lato. W zeszłym roku w lecie miałam fajnie - całe dnie spędzałam w chłodnym mieszkanku i wychodziłam praktycznie tylko na wieczorny bieg, no ale wtedy nie miałam pracy. Teraz będę musiała biegać po mieście w te upały. Już robi mi się niedobrze... Mam nadzieję, że lato będzie deszczowe.
Czuję się też źle, bo wszystko, co jem, strasznie siada mi na żołądku. Nie wiem, co się dzieje. Nigdy nie miałam czegoś takiego. Kiedy zjem kromkę chleba, to czuję się, jakbym zjadła 5 tłustych kotletów. Wczoraj jadłam jabłko i było dla mnie takie słodkie, że czułam się, jakbym jadła ciasto ociekające lukrem. Muszę nadmienić, że jem tylko zielone jabłka, te kwaśne. Innych nie lubię. W ogóle nie mam ochoty na jedzenie i w ogóle nie jestem głodna. To jest bardzo dziwne. Dobrze, że w poniedziałek idę do lekarza ogólnego z inną sprawą, to przy okazji zapytam o te problemy. Nawet nie robiłam w ostatnich dniach zdjęć moich posiłków, bo nie mogę patrzeć na jedzenie. Cały czas czuję, jakbym nażarła się słodyczy i miała totalnie pełen brzuch. Dlatego czuję się grubsza niż kiedykolwiek. Mam nadzieję, że to okropne uczucie minie. Jeśli dalej tak będzie, to zacznę się odżywiać tylko musami dla niemowląt...
Aha, ten post miał być o lekarzach. Teraz postanowiłam pójść do wszystkich, do jakich powinnam. Robię sobie terminy na poniedziałki, najwcześniej jak się da, bo tylko wtedy mam szansę się wyrobić. I tak w ten pon. byłam u dentysty i oczywiście okazało się, że jeden ząb jest do wyrwania. Nie mam 30 lat, a już nie mam kilku zębów. Teraz pójdzie następny. W takim tempie w wieku 40 lat będę nosić protezę. Można by zrobić jakieś implanty na te puste miejsca, ale mnie nie stać. Na szczęście miałam wyrwane zęby tylko z tyłu, więc tego nie widać. Teraz pójdzie następna siódemka... Nie dziwi mnie to, bo zawsze miałam bardzo słabe zęby i chodziłam do dentysty co 3 miesiące. Zawsze znajdowały się minimum 2 ubytki. Zazdroszczę mojej siostrze, bo ona ma strasznie mocne zęby. Kiedy jeszcze mieszkałam w domu, to pamiętam, że zawsze ją wołałam, kiedy nie miałam pod ręką nożyczek albo noża. Moja siostra potrafi odrywać zębami kawałek materiału, otworzyć nimi każde opakowanie, przegryźć grubą taśmę albo też gryźć orzechy. Nie potrzebuje noża czy dziadka do orzechów, bo jej zęby przegryzają orzechy. Chciałabym tak.
Następna wizyta będzie u okulisty. Mam wrażenie, że mój wzrok się pogarsza. Nic dziwnego, jeśli tyle czasu spędzam nad książkami. Mam nadzieję, że tylko mi się wydaje i że nie potrzebuję mocniejszych okularów niż te, które mam.
W zeszły poniedziałek byłam zaś u ginekologa. Poszłam do niego pierwszy raz w życiu. Może Was to dziwić, bo młoda to już nie jestem, ale nigdy nie przejmowałam się "tymi" sprawami. Muszę w tym momencie przyznać, że od zawsze miałam problemy z okresem. Raz dostawałam go na końcu, raz na początku miesiąca. Nigdy nie było żadnej regularności, ale nauczyłam się z tym żyć i nigdy nie zaliczyłam żadnej nieprzyjemnej sytuacji. Okres zawsze jednak był. W ostatnich latach jednak go już nie miałam, zapewne przez diety, chociaż jedno mnie zdziwiło: nie miałam go już wtedy, kiedy zdrowo się odchudzałam. To już będzie 2 lata. W ogóle się tym nie przejmowałam, ale teraz stwierdziłam, że może powinnam skontrolować stan mojego zdrowia. Pomyślałam: "Greto, nie jesteś tchórzem, pójdziesz". Tak więc zrobiłam, chociaż w ostatniej chwili wahałam się, czy nie uciec, bo bałam się tego, co mogę usłyszeć. Jednak znowu pomyślałam, że nie jestem tchórzem i wszystko przyjmuję takie, jakie jest.
Okazało się jednak, że wszystko ze mną w porządku. Zaszokowałam też lekarza, ale już nie będę o tym pisać, nie chodzi tu o dietę. Okazało się, że moje jajniki są normalnej wielkości i że wszystko jest jak najbardziej ok. Miałam USG i wszystko było idealnie. Jest tylko jeden problem: brak okresu. Myślałam, że dostanę jakieś leki i nie wiadomo co, ale myliłam się. Oczywiście powiedziałam lekarzowi całą prawdę no i powiedział, że te problemy to rzeczywiście pewnie przez odchudzanie, chociaż mogą być różne powody. Zapytałam, co mam robić, żeby okres wrócił. Powiedział mi, że może mi dać tabletkę antykoncepcyjną, ale że to za bardzo nie ma sensu, bo to byłoby tylko sztuczne wywoływanie i w moim organizmie nic by się nie uregulowało. I tak bym nie wzięła tej tabletki, bo niepotrzebna mi antykoncepcja, skoro wybrałam życie w ascezie. Lekarz powiedział mi więc, że jeśli chcę, to mogę sobie zrobić badania hormonalne, ale że nie muszę. Trochę mnie to zaskoczyło, ale potem stwierdziłam, że nie powinno. W Niemczech lekarze mają do wielu spraw zupełnie inne podejście niż w Polsce. W Polsce chcieliby pewnie wywoływać ten okres na siłę, a tu nie. Zapytałam lekarza jeszcze, czy na pewno mogę z tym czekać i co będzie, jeśli kiedyś jednak zmienię zdanie i będę chciała mieć dzieci, czy wtedy nie będę mieć problemów. Odpowiedział mi, że wtedy trzeba będzie się tym zająć, ale że nie powinnam mieć problemów. Stanęło więc na tym, że zrobię te badania hormonalne za jakiś czas. Zdecydowałam, że odczekam jeszcze pół roku.
Muszę powiedzieć, że cieszę się, że się upewniłam. Tego lekarza poleciły mi znajome, jednej z nich on też odbierał poród i wszystkie mi mówiły, że jest bardzo ok. Jest znany w naszym mieście.
Dlaczego to wszystko piszę? Żeby opisać moje doświadczenia. Nikogo nie zachęcam do zbadania się, ale ze swojej perspektywy napiszę, że lepiej wiedzieć. Poza tym może moje doświadczenia komuś pomogą.
15.04. - poniedziałek
7:45 - 2 kromki chleba razowego - 140
kawa z mlekiem - 20
9:45 - dietetyczna kasza z owocami Dr. Oetkera 120 g - 78
12:30 - zupa z soczewicy, makaronu i warzyw - ok. 300
kromka chleba orkiszowego - 60
jabłko - 70
14:00 - truskawki 200 g - 60
17:15 - kromka chleba razowego - 70
kawa z mlekiem - 20
Razem: 818 kcal
Ruch: 2,5 h sprzątania
42 minuty biegania
16.04. - wtorek
7:20 - jogurt naturalny 150 g (50) z truskawkami (10) i łyżeczką otrębów pszennych (5)
2 małe kromki chleba razowego - 100
kawa z mlekiem - 20
2 mentosy - 24
11:00 - jogurt truskawkowy 250 g - 133
13:00 - jabłko - 70
3 łyżki surówki - 30
15:00 - mięso z indyka, surówka, odrobina makaronu, pieczarki z sosem - ok. 300
kromka chleba razowego - 70
16:15 - kawa z mlekiem - 20
Razem: 832 kcal
17.04. - środa
8:15 - jogurt naturalny 150 g (50) z truskawkami (20) i łyżeczką otrębów pszennych (5)
kawa z mlekiem - 20
2 małe kromki chleba razowego - 120
11:00 - jabłko - 70
mandarynka - 27
14:30 - bułka pełnoziarnista - 150
jajko - 78
plasterek wędliny - 21
pomidor - 26
dietetyczna kasza z owocami Dr. Oetkera 160 g - 104
guma do żucia - 30
Razem: 721 kcal
18.04. - czwartek
7:00 - 2 kromki chleba razowego - 120
kawa z mlekiem - 20
2 mandarynki - 54
9:00 - kawa z mlekiem - 30
10:30 - pół bułki pełnoziarnistej - 75
kawa z mlekiem - 20
12:30 - surówka (biała kapusta, papryka, ogórek) - 80
pół bułki pełnoziarnistej - 75
17:20 - mus dla niemowląt (gruszka w jabłku z orkiszem) 190 g - 107
Razem: 581 kcal
Ruch: 33 minuty ćwiczeń fitness
Dzisiaj wróciłam do moich sprawdzonych ćwiczeń fitness. Oczywiście zwiększę dawkę. Postanowiłam, że w te dni, kiedy nie mogę biegać, zrobię przynajmniej te ćwiczenia. Muszę coś zrobić z moim brzuchem.