Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thinspo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Thinspo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 września 2013

I do czego cię to doprowadziło?

U mnie ok. Trzymam dietę pilnie i wcale nie jest mi trudno. Jak zwykle przyznaję się do wszystkiego, więc i teraz tak zrobię. W ostatnim tygodniu znowu brałam przeczyszczacz, ale nie dlatego, że sądzę, że za dużo zjadłam. Po prostu to co jem, tak mnie napycha, że brzuch mi rozsadza i musiałam coś zrobić. Postaram się ograniczyć kalorie, bo cały czas czuję się taka najedzona, że masakra. Jeśli już robię się głodna, to po 20 czy po 21, a wtedy i tak jest za późno na jedzenie. W ciągu dnia w ogóle nie czuję głodu. Nie czuję go też kiedy rano wstaję.

Jak zawsze dużo pracuję, naprawdę przesadzam pod tym względem, ale nie potrafię tego zmienić. Cieszę się, że jest już jesień. To moja ulubiona pora roku. Lubię kiedy pada i kiedy niebo jest ciemne. Mój pracoholizm przeszkadza mi trochę, ale w gruncie rzeczy nie chcę rezygnować z żadnego z moich zajęć.

Co do kolejnych dni, to w niedzielę mam oficjalne spotkanie, ale zamówię tylko sałatkę. W poniedziałek może zrobię sobie dzień wolny od diety i zjem coś słodkiego. Nie wiem jeszcze, bo za tym w ogóle nie tęsknię. Jak zawsze mam w domu czekoladki (prezenty od innych), ale nawet mnie nie kuszą. Dzieje się tak zapewne dlatego, gdyż na ulicy ciągle obserwuję dziewczyny sporo szczuplejsze ode mnie. Chyba tylko ja jestem gruba.

22.09. - niedziela
8:00 - bułka pełnoziarnista (180) z rybą (120)
magnez - 7
10:30 - kawa z mlekiem - 20
6 węgierek - 72
mała brzoskwinia - 30
132:30 - 2 mandarynki - 60
ryż na mleku 200g - 152
15:15 - zupa z soczewicy - 245  
surówka - 150
16:30 - kawa z mlekiem - 20
Razem: 1056 kcal

23.09. - poniedziałek
8:20 - bułka pełnoziarnista (180) z rybą (120)
9:30 - 3 śliwki węgierki - 36
11:00 - kawa z mlekiem - 20
3 śliwki węgierki - 36
potrawka z warzyw i kurczaka - ok. 200
brokuły - 30
nektarynka - 55
15:30 - magnez - 7
Razem: 684 kcal

24.09. - wtorek
8:00 - ¾ bułki pełnoziarnistej (150) z rybą (100)
9:00 - kawa z mlekiem - 50
11:20 - ryż na mleku 200g - 152
nektarynka - 55
mała brzoskwinia - 30
14:45 - potrawka z warzyw i kurczaka - ok. 200
brokuły - 30
magnez - 7
Razem: 774 kcal

25.09. - środa
8:15 - 3 kromki chleba orkiszowego (210) z twarogiem (20)
jajko - 80
5 śliwek węgierek - 60
10:00 - kawa z mlekiem - 20
11:30 - małe jabłko - 50
12:30 - ryż na mleku 200g - 152
13:15 - potrawka z warzyw i kurczaka - ok. 200
magnez - 7
Razem: 799 kcal
Ruch: 1h sprzątania

26.09. - czwartek
9:00 - bułka z ziarnami dyni (180) z twarogiem (20)
10:00 - kawa z mlekiem - 20
12:30 - 2 małe brzoskwinie - 60
13:30 - 2 mandarynki - 60
duża brzoskwinia - 80
15:30 - baton proteinowy - 152
magnez - 7
Razem: 579 kcal
Ruch: 1h sprzątania

Na dzisiaj już zakończyłam jedzenie, także przedstawiam bilans. Nie jestem w ogóle głodna, chociaż jak zwykle miałam dużo ruchu.







wtorek, 13 sierpnia 2013

No risk, no fun

Ponieważ na tym blogu zawsze piszę prawdę, to zrobię to i dzisiaj. 2 sierpnia wróciłam z Polski i oczywiście przytyłam. Już przed wyjazdem do Polski jadłam trochę więcej, szczególnie w pracy. W trakcie pobytu w Polsce rzuciłam się oczywiście na domowe jedzenie. Potem było wesele mojej siostry i poprawiny. Wszystko udało się doskonale, a ja zjadłam w te 2 dni tyle, ile w Niemczech nie jem w ciągu dwóch tygodni (wiem, bo policzyłam). Na weselu siedziałam obok mojej kuzynki, która też była sama i jest gruba. Dogadzałyśmy sobie przez cały czas. Parę razy usłyszałam od ludzi: "z taką figurą możesz jeść wszystko". No cóż, nikt nie zdaje sobie sprawy, ile mnie to kosztuje. Każdy myśli, ze jestem taka naturalnie. Kiedyś byłam, ale starość nie radość.

Na weselu też piłam. Wypiłam 12 kieliszków wódki w ciągu 2 godzin. To pierwszy raz w życiu, kiedy piłam wódkę. Lekko szumiało mi w głowie, ale nie byłam w ogóle pijana. Odkryłam, że mam mocną głowę. Moi rodzice powiedzieli, że myśleli, że nic nie piłam, bo w ogóle nie było po mnie widać. Na drugi dzień nic nie czułam. Zabawa w każdym razie była zajebista. Było 180 gości. Wszyscy bawili się super, i każdy chwalił wesele, bo wszystko było tak dobrze zorganizowane. Wiele osób mówiło, że nigdy nie było na takim pięknym weselu. Skoro nawet ja piłam, to musiało być zajebiście. Na dodatek nawet tańczyłam, chociaż nienawidzę tańczyć.

Ponieważ nieszczęścia chodzą parami, to na moją porażkę składa się fakt, że przez ostatnich kilka tygodni nie brałam Euthyroxu. Nie miałam czasu pójść do lekarza. Kiedy go nie biorę, to tyję nawet kiedy trzymam dietę. Boże, na co ja czekam? Muszę w końcu jutro pójść do lekarza!!! Potrzebuję tego leku jak powietrza, bo inaczej moja przemiana materii po prostu nie funkcjonuje. Nie wiem, co sobie wyobrażam.

Po powrocie do Niemiec poszłam do starszej pani, której pomagam. Powiedziała mi bez ogródek, że przytyłam. Ona zawsze mówi mi prawdę, np. kiedy źle wyglądam w jakimś ubraniu. Wtedy powiedziała mi, że rodzice mnie dokarmili i że teraz wyglądam lepiej niż kiedy byłam chuda. No cóż, to jej opinia. Kiedy od niej wracałam, to miałam uśmiech na twarzy. Jestem jej naprawdę wdzięczna, że mówi mi prawdę. Tak to przynajmniej wiem, że nie mogę się łudzić, że dobrze wyglądam.

W ogóle każdy zauważył, że przybrałam na wadze. Wiele osób mi mówi, że wyglądam teraz lepiej, bo wcześniej byłam za chuda i że wcześniej wyglądałam źle. No cóż, ja mam na ten temat inne zdanie. Czułam się świetnie, kiedy ludzie mi mówili, że źle wyglądam i że jestem za szczupła. Teraz nikt tego nie mówi. Jeszcze jedno jest złe: nie mam w czym chodzić, 95% moich ubrań jest za ciasne. Chodzę w jednych spodenkach i w dwóch bluzkach na zmianę, bo są szerokie. Obcisłych przecież nie założę, bo widać wałki tłuszczu na plecach. Muszę się odchudzać, bo nie będę miała w czym chodzić na jesień. Dobrze jednak, że kiedyś wyrzuciłam wszystko w rozmiarze 40, to mam teraz jeszcze więcej motywacji. Nie mam zamiaru kupować nowych ubrań.

Chcę powiedzieć tu wyraźnie jeszcze jedno: to wszystko moja wina i na nikogo jej nie zwalam. Kiedy te 2 razy w roku przyjeżdżam do Polski, to moi rodzice mówią, że jestem za szczupła. Zwracają uwagę na moje jedzenie. Tym razem nikt nie zwracał na mnie żadnej uwagi, bo przecież było wesele mojej siostry. Nie musiałam się opychać ani przed nim, ani na nim, ani po nim. Nie musiałam w ostatnich dniach po powrocie do Niemiec chodzić na pizzę z koleżanką, wpierniczać czekolady wieczorem ani spotykać się z przyjaciółką w kawiarni i jeść ciasto. Mam takie samo zdanie jak zawsze: w KAŻDEJ sytuacji można uniknąć jedzenia. Nikt we mnie nie wpychał, sama jadłam. Biorę więc odpowiedzialność za swoje czyny.

Ujawnię wagę, kiedy coś schudnę i będę miała się czym pochwalić. Cieszę się, że już się pozbierałam i znalazłam w sobie wewnętrzną siłę. Chciałam wrócić już wcześniej, ale musiałam poczuć, że mam odpowiednią siłę do walki. Musiałam odpocząć w Polsce od pracy, a po powrocie do Niemiec wrócić do swojego rytmu. Do mojego rytmu należy również dieta. Kiedy nie jestem na diecie, to nic nie jest dobrze. Zamierzam odchudzać się bez przerwy do świąt Bożego Narodzenia i schudnąć około 15 kg. Wtedy nie będę wyglądać jak świnia hodowana na ubój.

Będę publikować bilanse tak jak wcześniej, czyli co kilka dni. Teraz zabieram się do nadrabiania zaległości u Was.

Dieto, nadchodzę!!!





czwartek, 4 lipca 2013

Przeszłość oddzielam grubą kreską

Witajcie Kochane. Nie pisałam, gdyż ostatnie dni poświęciłam na rozmyślania. Dieta szła mi bardzo dobrze, we wszystkie dni oprócz soboty, kiedy to byłam na bardzo oficjalnym spotkaniu w celach zawodowych i zjadłam parę słodkich rzeczy. Poza tym jadłam to co zwykle.

W tym poście nie będzie bilansów ani zdjęć mojego jedzenia, chociaż je robiłam. Wstawię w kolejnym poście. Chciałabym ogłosić dzisiaj nowy początek. Wyobrażam sobie, że startuję z wagą 49,5 kg i że z takiej wagi chcę schudnąć. Postanawiam nigdy nie robić sobie dni wolnych od diety (może oprócz wesela mojej siostry, na które pojadę do Polski). Stwierdziłam, że muszę być dla siebie surowsza, bo inaczej do niczego tutaj nie dojdę. Taka jest gorzka prawda. Proszę oczywiście o Wasze wsparcie. Czuję się w swoim ciele lepiej niż wcześniej, ale nadal to nie jest to. Nigdy nie będzie idealnie, ale może być lepiej.

Myślę, że podjęłam tę decyzję dlatego, że staram się pogodzić ze śmiercią bliskiej osoby i chcę skupić się na czymś innym. Tak czy siak: niedługo zaczynam nową pracę i znowu nie będę mieć ani chwili wolnej dla siebie. Pracę znalazłam praktycznie z dnia na dzień, i to na mojej ulicy. Spadła mi z nieba. Już mam jedną pracę naprzeciwko mojego mieszkania, a teraz będę miała drugą też bardzo blisko. No cóż, ja jestem jak kot. Zawsze spadam na cztery łapy. Czasami jest bardzo źle, ale później i tak się jakoś układa. Nowa praca będzie dosyć trudna. Będzie ode mnie wymagała dużo cierpliwości, ale powinnam ogarnąć sytuację. W sumie to będzie moja czwarta praca. Każda na kawałek etatu, więc ogarniam.

Lubię tę sytuację. Robię tylko to, co chcę. Nic już nie muszę. Nikt nie może mi nic kazać, bo sama o wszystkim decyduję. To świetne uczucie. Zawsze chciałam to osiągnąć. Dlatego elastyczne układanie godzin pracy jest dla mnie takie ważne. Lubię moje życie, chociaż nie jest łatwe. Nic jednak bym nie zmieniła (może oprócz mojego ciała, wiadomo).

Dobrze więc, postanawiam również trzymać się limitu 600 kcal. Kiedyś tak robiłam, więc i teraz będę. Pierwszy cel mam taki: 48 kg do 20 lipca. Wolę wyznaczyć sobie mały cel, żeby potem się nie rozczarować ani nie frustrować. Długo myślałam o dalszej diecie i myślę, że tak będzie dobrze. Znowu mam zastój wagi, no ale muszę przeczekać. Tak bywa.

Aha, w końcu wiem, ile mam dokładnie wzrostu. Zmierzyłam się u lekarza :) 

czwartek, 27 czerwca 2013

Zombie

W tym tygodniu ledwo funkcjonuję. W poniedziałek umarł mi tutaj w Niemczech ktoś bliski. Do ostatniej chwili miałam nadzieję, że wyzdrowieje, ale widocznie nie było jej to dane. To był ktoś bliski dla mnie i dla mojej przyjaciółki. W poniedziałek wieczorem u niej byłam. Jeszcze wypiłyśmy po lampce wina za zdrowie tej osoby, kiedy zadzwonił ktoś z jej rodziny i nam powiedział, że umarła. Natychmiast się rozpłakałam. Kiedy szłam do domu, to dalej nie mogłam powstrzymać łez. Ludzie na ulicy się na mnie patrzyli, ale już nie zwracałam na to uwagi.

Od poniedziałku już nie płaczę, ale inaczej to znoszę. Czuję się w ciągu dnia strasznie słabo. Dopiero wieczorem to mija i dlatego mogłam biegać. Czuję straszny dyskomfort psychiczny, momentami chce mi się wymiotować. Nie myślałam, że aż tak przeżyję śmierć tej osoby. Z tego powodu postanowiłam nie świętować moich urodzin. Nigdy ich nie świętowałam, nawet 18-stki. Nieraz mama chciała upiec mi tort, ale ja nigdy nie chciałam. W tym roku miałam po raz pierwszy w życiu świętować, ale widocznie nie było mi to dane. Wiem, że na chwilę wpadną do mnie przyjaciele, to posiedzimy trochę razem i pogadamy. To wystarczy. Może do tego czasu się ogarnę. W obliczu śmierci wiele rzeczy traci swoje znaczenie.

Chyba przez ten stres waga w tym tygodniu szybko spadła. Niedługo zrobię sobie dzień wolny od diety, żebym znowu miała dość słodyczy na jakiś czas.

Poza tym nic ciekawego. Planuję wyjazd do Polski w lipcu i tyle. Pogoda jest kiepska, bardzo zmienna, ale tutaj to normalne. Czasem słońce, czasem deszcz. Poza tym rozglądam się za nową pracą i orientuję się w sytuacji. Uprzedzę pytania: nie zostałam zwolniona, ale pewna sytuacja po prostu się skończyła. Dlatego muszę szukać czegoś nowego. To była jedna z moich mini-prac, więc na razie nie martwię się.



24.06. – poniedziałek
8:40 - 2 kromki chleba orkiszowego (120) z twarogiem (20)
jajko – 80
pół pomidora – 15
10:30 - jogurt naturalny 150g - 50
kiwi – 42
2 morele – 42
12:00 - kawa z mlekiem – 20
15:20 – jogurt truskawkowy 0,2% 150g - 80
17:30 – pieczony filet z kurczaka, brokuły, mieszanka warzyw – ok. 300
21:00 – lampka czerwonego wina – ok. 100
Razem: ok. 869 kcal 

25.06. – wtorek
8:10 - 2 kromki chleba orkiszowego (120) z twarogiem (20)
jajko – 80
pół pomidora – 15
9:00-10:00 – 2 kawy z mlekiem – 40
11:00 - banan – 115
kiwi – 42
2 morele – 42
13:00 – jogurt wiśniowy 0,2% 150g – 80
17:00 - kotlet cordon bleu, warzywa – ok. 500
Razem:  1054 kcal
Ruch: 0,5h sprzątania
51 minut biegania 

26.06. – środa
9:40 - 2 kromki chleba razowego (150) z twarogiem (20)
jajko – 80
11:00 - jabłko – 70
kiwi – 42
2 morele – 42
12:00 – banan – 115
14:00 - kawa z mlekiem – 20
16:00 - potrawka z warzyw – ok. 200
18:00 – baton proteinowy – 182
Razem:  921 kcal
Ruch: 52 minuty biegania
 
27.06. – czwartek
7:20 - 2 kromki chleba razowego (150) z twarogiem (20)
jajko – 80
9:30 - jogurt naturalny 150g – 50
2 morele – 42
11:00 - zupa z soczewicy – ok. 300
14:30 - kawa z mlekiem – 20
16:15 – gotowane brokuły, marchewka z groszkiem i szparagami – ok. 150
2 kromki chrupkiego – 54
Razem: 866 kcal 




środa, 24 kwietnia 2013

Dieta sprawia, że mam dobry nastrój

Piszę dopiero dziś, bo ostatnio nie miałam czasu. Dzisiaj zrobił się nieoczekiwanie wolniejszy dzień, chociaż popołudniu muszę jeszcze jechać do innego miasta, gdzie prowadzę kurs.

Nie zdarzyło się w sumie nic specjalnego. W sobotę powiedziałam, że chcę wcześniej wyjść z pracy, bo umówiłam się z moimi przyjaciółmi Anglikami. Tak jak kiedyś wspominałam, widzimy się co tydzień, ale od kilku miesięcy nie mieliśmy czasu, żeby po prostu usiąść i pogadać. Już zapomniałam, jak to jest. Pierwszy raz od dawna spokojnie posiedziałam i wyluzowałam się, co było dla mnie naprawdę bardzo cenne. Tego dnia zjadłam również więcej, gdyż byłam u nich też na kolacji (dlatego aż o 19 jadłam) i zjadłam deser. Tutaj dostrzegam jeszcze jedną zaletę diety: od tak dawna nie jadłam nic słodkiego, że bardzo doceniłam smak ciasta, które jadłam w sobotę. Gdybym na co dzień się obżerała, to nawet nie poczułabym smaku tego ciasta. W sobotę smakowało mi jak nigdy. I tak odmówiłam zjedzenia kilku rzeczy, np. lodów.

W ogóle często jestem kuszona słodyczami, np. wczoraj w pracy mogłam się objadać. Mogłam zjeść ciasto gruszkowo-czekoladowe (uwielbiam), cukierki krówki (kocham) albo sernik (ubóstwiam). Na drugie danie robiłam makaron ze szpinakiem i smażoną rybę. Oczywiście tego nie jem, więc ograniczyłam się do pierwszego dania, które było całkowicie dietetyczne. 

W ostatnich dniach niestety nie biegałam. W poniedziałek i wczoraj wolałam nie ryzykować i nie uprawiać sportu, bo w poniedziałek rano miałam wyrywanego zęba. Mocno siedział, dentystka się namęczyła, ale przynajmniej mam to z głowy. W ogóle się nie bałam, tylko szkoda mi następnego wyrwanego zęba, ale nie było wyjścia, bo na prześwietleniu okazało się, że cysta tam siedzi :(

Przynajmniej dolegliwości żołądkowe mi minęły. Nie czuję się już taka napchana, ale wszystkim się bardzo szybko najadam. Ostatni posiłek jem o 16-17 i potem już w ogóle nie jestem głodna.

Postanowiłam wykluczyć kawę z mlekiem. Samej kawy w ogóle nie piję. Kiedyś w ogóle nie piłam kawy, dopiero od 1,5 roku. Od poniedziałku już jej nie piję i postanowiłam sobie, że będę robiła to tylko okazyjnie. Nie potrzebuję kawy do obudzenia się, nie ma ona na mnie żadnego wpływu. Mogę ją wypić 5 minut przed snem, a i tak zasnę. Piłam kawę z mlekiem, bo lubię, ale to nic nie znaczy, bo przecież zrezygnowałam z tylu rzeczy, które lubię. 

19.04. - piątek
8:50 - jogurt naturalny 150 g (50) z mandarynką (27) i łyżeczką otrębów pszennych (5)
mała kromka chleba razowego - 50
10:30 - mus dla niemowląt brzoskwinia/marakuja 190 g - 109
12:10 - jabłko - 70
mandarynka - 27
kawa z mlekiem - 20
16:30 - 2 kromki chleba orkiszowego (120) z jajkiem (78), pomidorem (26), kawałkiem papryki (20) i plasterkiem wędliny (21)
kromka chrupkiego - 27
Razem: 650 kcal


20.04. - sobota
7:50 - jogurt naturalny 150 g (50) z mandarynką (27)
kromka chleba orkiszowego - 60
kawa z mlekiem - 20  
9:40 - mandarynka - 27
12:00 - 2 mandarynki - 54
13:30 - potrawka z warzyw, ryżu i indyka - ok. 300
16:30 - kawa z mlekiem - 20
19:00 - warzywa z sosem - 150
kotlet - ok. 300
1,5 kawałka ciasta - ok. 500
kilka truskawek - 20
2 lampki wina - 200
kieliszek likieru - 80
Razem: 1801 kcal


21.04. - niedziela
8:45 - 2 kromki chleba orkiszowego - 120
mandarynka - 27
10:30 - jabłko - 70
12:10 - banan - 115
15:00 - kawa z mlekiem - 20
16:30 - twaróg light 200 g - 166
2 kromki chleba orkiszowego - 120
kromka chrupkiego - 27
Razem: 665 kcal


22.04. - poniedziałek
7:40 - jogurt naturalny 150 g (50) z mandarynką (27) i łyżeczką otrębów pszennych (5)
kromka chleba orkiszowego - 60
10:00 - mandarynka - 27
12:30 - 2 małe ziemniaki, kawałeczek mięsa, sałata - ok. 200
pół jabłka - 35
13:00 - mleko truskawkowe 250 g - 147
16:00 - kromka chleba orkiszowego - 60
kromka chrupkiego - 27
Razem: 638 kcal
Ruch: 2,5 h sprzątania


23.04. - wtorek
8:15 - jogurt naturalny 150 g (50) z mandarynką (27), kiwi (42) i łyżeczką otrębów pszennych (5)
kromka chleba orkiszowego - 60
9:40 - kromka chleba orkiszowego - 60
pół plasterka wędliny z indyka - 10
kawałeczek papryki - 5
12:30 - duża gruszka - ok. 100
16:30 - zupa z warzyw, ryżu i kurczaka - ok. 300
Razem: 659 kcal








czwartek, 18 kwietnia 2013

Lekarze

Dzisiejszy dzień rozpoczęłam biegiem - na pociąg. Miałam szkolenie w innym mieście i trochę zaspałam, ale na szczęście dobiegłam na kilka sekund przed odjazdem, który był o 7:15. Wczoraj prowadziłam kurs w innym mieście i mój pociąg miał spóźnienie, ledwo zdążyłam. Nienawidzę pociągów, ale co zrobić. Muszę nimi jeździć, bo nie ma czym.

Czuję się w ostatnich dniach beznadziejnie. W ciągu dnia jest 16 stopni, a to dla mnie o wiele za gorąco. Moje ulubione miesiące roku to październik i listopad - chłodno, deszczowo. Chyba powinnam była urodzić się jako dżdżownica. 16 stopni to już dla mnie upał, a nie wiem, co będzie, jak zacznie się prawdziwe lato. W zeszłym roku w lecie miałam fajnie - całe dnie spędzałam w chłodnym mieszkanku i wychodziłam praktycznie tylko na wieczorny bieg, no ale wtedy nie miałam pracy. Teraz będę musiała biegać po mieście w te upały. Już robi mi się niedobrze... Mam nadzieję, że lato będzie deszczowe.

Czuję się też źle, bo wszystko, co jem, strasznie siada mi na żołądku. Nie wiem, co się dzieje. Nigdy nie miałam czegoś takiego. Kiedy zjem kromkę chleba, to czuję się, jakbym zjadła 5 tłustych kotletów. Wczoraj jadłam jabłko i było dla mnie takie słodkie, że czułam się, jakbym jadła ciasto ociekające lukrem. Muszę nadmienić, że jem tylko zielone jabłka, te kwaśne. Innych nie lubię. W ogóle nie mam ochoty na jedzenie i w ogóle nie jestem głodna. To jest bardzo dziwne. Dobrze, że w poniedziałek idę do lekarza ogólnego z inną sprawą, to przy okazji zapytam o te problemy. Nawet nie robiłam w ostatnich dniach zdjęć moich posiłków, bo nie mogę patrzeć na jedzenie. Cały czas czuję, jakbym nażarła się słodyczy i miała totalnie pełen brzuch. Dlatego czuję się grubsza niż kiedykolwiek. Mam nadzieję, że to okropne uczucie minie. Jeśli dalej tak będzie, to zacznę się odżywiać tylko musami dla niemowląt...

Aha, ten post miał być o lekarzach. Teraz postanowiłam pójść do wszystkich, do jakich powinnam. Robię sobie terminy na poniedziałki, najwcześniej jak się da, bo tylko wtedy mam szansę się wyrobić. I tak w ten pon. byłam u dentysty i oczywiście okazało się, że jeden ząb jest do wyrwania. Nie mam 30 lat, a już nie mam kilku zębów. Teraz pójdzie następny. W takim tempie w wieku 40 lat będę nosić protezę. Można by zrobić jakieś implanty na te puste miejsca, ale mnie nie stać. Na szczęście miałam wyrwane zęby tylko z tyłu, więc tego nie widać. Teraz pójdzie następna siódemka... Nie dziwi mnie to, bo zawsze miałam bardzo słabe zęby i chodziłam do dentysty co 3 miesiące. Zawsze znajdowały się minimum 2 ubytki. Zazdroszczę mojej siostrze, bo ona ma strasznie mocne zęby. Kiedy jeszcze mieszkałam w domu, to pamiętam, że zawsze ją wołałam, kiedy nie miałam pod ręką nożyczek albo noża. Moja siostra potrafi odrywać zębami kawałek materiału, otworzyć nimi każde opakowanie, przegryźć grubą taśmę albo też gryźć orzechy. Nie potrzebuje noża czy dziadka do orzechów, bo jej zęby przegryzają orzechy. Chciałabym tak.

Następna wizyta będzie u okulisty. Mam wrażenie, że mój wzrok się pogarsza. Nic dziwnego, jeśli tyle czasu spędzam nad książkami. Mam nadzieję, że tylko mi się wydaje i że nie potrzebuję mocniejszych okularów niż te, które mam. 

W zeszły poniedziałek byłam zaś u ginekologa. Poszłam do niego pierwszy raz w życiu. Może Was to dziwić, bo młoda to już nie jestem, ale nigdy nie przejmowałam się "tymi" sprawami. Muszę w tym momencie przyznać, że od zawsze miałam problemy z okresem. Raz dostawałam go na końcu, raz na początku miesiąca. Nigdy nie było żadnej regularności, ale nauczyłam się z tym żyć i nigdy nie zaliczyłam żadnej nieprzyjemnej sytuacji. Okres zawsze jednak był. W ostatnich latach jednak go już nie miałam, zapewne przez diety, chociaż jedno mnie zdziwiło: nie miałam go już wtedy, kiedy zdrowo się odchudzałam. To już będzie 2 lata. W ogóle się tym nie przejmowałam, ale teraz stwierdziłam, że może powinnam skontrolować stan mojego zdrowia. Pomyślałam: "Greto, nie jesteś tchórzem, pójdziesz". Tak więc zrobiłam, chociaż w ostatniej chwili wahałam się, czy nie uciec, bo bałam się tego, co mogę usłyszeć. Jednak znowu pomyślałam, że nie jestem tchórzem i wszystko przyjmuję takie, jakie jest.

Okazało się jednak, że wszystko ze mną w porządku. Zaszokowałam też lekarza, ale już nie będę o tym pisać, nie chodzi tu o dietę. Okazało się, że moje jajniki są normalnej wielkości i że wszystko jest jak najbardziej ok. Miałam USG i wszystko było idealnie. Jest tylko jeden problem: brak okresu. Myślałam, że dostanę jakieś leki i nie wiadomo co, ale myliłam się. Oczywiście powiedziałam lekarzowi całą prawdę no i powiedział, że te problemy to rzeczywiście pewnie przez odchudzanie, chociaż mogą być różne powody. Zapytałam, co mam robić, żeby okres wrócił. Powiedział mi, że może mi dać tabletkę antykoncepcyjną, ale że to za bardzo nie ma sensu, bo to byłoby tylko sztuczne wywoływanie i w moim organizmie nic by się nie uregulowało. I tak bym nie wzięła tej tabletki, bo niepotrzebna mi antykoncepcja, skoro wybrałam życie w ascezie. Lekarz powiedział mi więc, że jeśli chcę, to mogę sobie zrobić badania hormonalne, ale że nie muszę. Trochę mnie to zaskoczyło, ale potem stwierdziłam, że nie powinno. W Niemczech lekarze mają do wielu spraw zupełnie inne podejście niż w Polsce. W Polsce chcieliby pewnie wywoływać ten okres na siłę, a tu nie. Zapytałam lekarza jeszcze, czy na pewno mogę z tym czekać i co będzie, jeśli kiedyś jednak zmienię zdanie i będę chciała mieć dzieci, czy wtedy nie będę mieć problemów. Odpowiedział mi, że wtedy trzeba będzie się tym zająć, ale że nie powinnam mieć problemów. Stanęło więc na tym, że zrobię te badania hormonalne za jakiś czas. Zdecydowałam, że odczekam jeszcze pół roku.

Muszę powiedzieć, że cieszę się, że się upewniłam. Tego lekarza poleciły mi znajome, jednej z nich on też odbierał poród i wszystkie mi mówiły, że jest bardzo ok. Jest znany w naszym mieście.

Dlaczego to wszystko piszę? Żeby opisać moje doświadczenia. Nikogo nie zachęcam do zbadania się, ale ze swojej perspektywy napiszę, że lepiej wiedzieć. Poza tym może moje doświadczenia komuś pomogą.

15.04. - poniedziałek
7:45 - 2 kromki chleba razowego - 140
kawa z mlekiem - 20
9:45 - dietetyczna kasza z owocami Dr. Oetkera 120 g - 78
12:30 - zupa z soczewicy, makaronu i warzyw - ok. 300
kromka chleba orkiszowego - 60
jabłko - 70
14:00 - truskawki 200 g - 60
17:15 - kromka chleba razowego - 70
kawa z mlekiem - 20
Razem: 818 kcal
Ruch: 2,5 h sprzątania  
42 minuty biegania


16.04. - wtorek
7:20 - jogurt naturalny 150 g (50) z truskawkami (10) i łyżeczką otrębów pszennych (5)
2 małe kromki chleba razowego - 100
kawa z mlekiem - 20
2 mentosy - 24
11:00 - jogurt truskawkowy 250 g - 133
13:00 - jabłko - 70
3 łyżki surówki - 30
15:00 - mięso z indyka, surówka, odrobina makaronu, pieczarki z sosem - ok. 300
kromka chleba razowego - 70
16:15 - kawa z mlekiem - 20
Razem: 832 kcal


17.04. - środa
8:15 - jogurt naturalny 150 g (50) z truskawkami (20) i łyżeczką otrębów pszennych (5)
kawa z mlekiem - 20
2 małe kromki chleba razowego - 120
11:00 - jabłko - 70
mandarynka - 27
14:30 - bułka pełnoziarnista - 150
jajko - 78
plasterek wędliny - 21
pomidor - 26
dietetyczna kasza z owocami Dr. Oetkera 160 g - 104
guma do żucia - 30
Razem: 721 kcal


18.04. - czwartek
7:00 - 2 kromki chleba razowego - 120
kawa z mlekiem - 20
2 mandarynki - 54
9:00 - kawa z mlekiem - 30
10:30 - pół bułki pełnoziarnistej - 75
kawa z mlekiem - 20
12:30 - surówka (biała kapusta, papryka, ogórek) - 80
pół bułki pełnoziarnistej - 75
17:20 - mus dla niemowląt (gruszka w jabłku z orkiszem) 190 g - 107
Razem: 581 kcal
Ruch: 33 minuty ćwiczeń fitness


Dzisiaj wróciłam do moich sprawdzonych ćwiczeń fitness. Oczywiście zwiększę dawkę. Postanowiłam, że w te dni, kiedy nie mogę biegać, zrobię przynajmniej te ćwiczenia. Muszę coś zrobić z moim brzuchem.