Pokazywanie postów oznaczonych etykietą co jeść na diecie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą co jeść na diecie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 czerwca 2013

I tak źle, i tak niedobrze. / Przepis

W ostatnich dniach było u mnie ciepło. Dzisiaj późnym popołudniem zaczęło strasznie lać. Nie lubię ciepła, lubię deszcz. Może okropnie lać, nie przeszkadza mi to. Szkoda tylko, że nie miałam jak pójść dzisiaj pobiegać. Zamiast tego zrobiłam ćwiczenia fitness. Będę je robić, jeśli pogoda uniemożliwi bieganie. Dzisiaj nie dałam rady więcej niż 30 minut. Będę zwiększać dawkę. W trakcie ćwiczeń słuchałam sobie płyty do hiszpańskiego i uczyłam się. Wróciły stare dobre czasy. Niektóre z Was może pamiętają to z mojego pierwszego bloga na Onecie.

W tym tygodniu zaczęłam zastanawiać się nad tym, czy fajnie jest być chudą. Nie jestem jeszcze chuda, ale zdecydowanie szczuplejsza. Skutek jest taki, że cierpię. Nie cierpię jednak z głodu, bo w ogóle nie jestem głodna i nie głoduję ani przez moment. Cierpię, kiedy widzę na mieście ludzi jedzących lody. Mogę nie mieć czekolady, chipsów i różnego śmieciowego jedzenia, ale lody uwielbiam i strasznie chciałabym je zjeść. W niedzielę miałam taki plan, ale nie potrafiłam pójść i kupić. Tłumaczę sobie, że 3 gałki na parę tygodni mi nie zaszkodzą, ale nie potrafię zjeść. Zazdroszczę ludziom na mieście.

Poza tym w miarę jak robię się szczuplejsza, to przybywa mi siniaków. Kości zaczynają mi wystawać i ciągle się w coś uderzam. Dzisiaj ledwo dałam radę robić brzuszki, bo bolał mnie kręgosłup obijający się o podłogę. Muszę sobie kupić jakąś matę. Poza tym strasznie niewygodnie jest mi opierać się o krzesło.

Czy przestanę? Na pewno nie, bo ja zawsze osiągam swoje cele. Oczywiście cele, które zależą ode mnie w 100%. A odchudzanie zależy. Jeszcze się sobie nie podobam. No cóż, sukces zawsze jest okupiony ceną. Nic nie przychodzi za darmo. Już dawno to zrozumiałam.

Wczoraj byłam u krawcowej oddać do przeróbki 2 sukienki. Obie dostałam w prezencie i obie założyłam tylko raz, żeby zobaczyć, czy pasują. Było to pod koniec marca. Kiedy wczoraj u krawcowej znowu je założyłam, to byłam w szoku, jak na mnie wiszą. Potrzeba dużo przeróbek. Krawcowa pytała mnie, czy na pewno chcę, bo to dużo pracy. Za te przeróbki będę musiała zapłacić około 60 euro, więc dużo. Powiedziałam, że się decyduję. Jeśli kiedyś z jakiegoś powodu przytyję, to te sukienki będą jak najgorszy wyrzut sumienia. Wraz z dwiema innymi sukienkami, które są moim punktem odniesienia. Jeśli pasują, to wiem, że nie wyglądam jak locha.

Poza tym nic ciekawego. Pracuję, wieczory poświęcam na jakieś hobby i tyle. Nie nudzę się.

10.06. - poniedziałek
7:20 - 2 kromki chleba razowego (140) z twarogiem (20)
9:30 - kawa z mlekiem - 20
11:30 - bułka z twarogiem, sałatą, papryką i rzodkiewką - ok. 300
13:00 - wrap z warzywami i serem feta - ok. 200
16:00 - kawa z mlekiem - 20
Razem: ok. 700 kcal


11.06 - wtorek
8:30 - wrap z warzywami i serem feta - ok. 200
jabłko - 70
kiwi - 42
12:00 - jabłko - 70
13:45 - mięso z kurczaka, surówka - ok. 300
17:40 - kawa z mlekiem - 20
Razem: 702 kcal


12.06. - środa
8:30 - 3 kromki chleba razowego (180) z twarogiem (20)
mały pomidor - 10
jajko - 80
plasterek chudej szynki - 18
10:00 - jabłko - 70
banan - 115
14:00 - twaróg 0,4% 200 g - 146
3 kromki chrupkiego - 81
15:30 - kawa z mlekiem - 20
pół lampki wina czerwonego - 50
Razem: 790 kcal
Ruch: 47 minut biegania


13.06. - czwartek
7:30 - bułka pełnoziarnista (150) z twarogiem (20)  
mały pomidor - 15
jajko - 80
9:00 - garść czereśni - ok. 100
12:30 - jogurt naturalny 200g - 103
truskawki 250g - 70
15:30 - surówka (sałata, kukurydza, papryka, pieczarki, pomidory, ogórek, marchew, ocet) - ok. 150
czerwone wino - ok. 50
17:00 - kawa z mlekiem - 20
Razem: 758 kcal
Ruch: 30 minut ćwiczeń fitness

Dzisiaj zrobiłam sobie pyszną surówkę. Oto składniki:
 - sałata
- ogórek (nie cały) 
- pieczarki (3-4)
- pomidor
- marchewka
- żółta papryka
- kukurydza
- ocet

Każdy wie, jak zrobić surówkę. Żadna w tym filozofia, więc nie muszę pisać, co robić. Zdjęcia wstawiam bardziej jako inspirację (ta porcja wystarczy mi na 2 posiłki, będzie jeszcze na jutro):


 
 Jak zwykle wrzucam jeszcze przykładowe zdjęcia posiłków: 

Na koniec zdjęcie wczorajszych zakupów (w końcu znalazłam moment na pójście do supermarketu):

- sałata
- jogurty naturalne
- jajka
- pieczarki
- kiwi
- pomidory
- truskawki
- kukurydza
- papryka
- czereśnie
- morele

wtorek, 28 maja 2013

Jestem i trwam

Dawno tu nie pisałam, chociaż obiecałam sobie, że będę pisać regularnie. Nic nie poradzę na to, że po prostu nie mam czasu. Wstaję wcześnie rano, a kładę się o 2 albo o 3 w nocy. Przepracowanie daje mi się we znaki, ale to częściowo moja wina. Chyba jestem pracoholiczką (wróć - na pewno nią jestem). Przez cały czas myślę o Was i nieraz chciałam w nocy napisać, ale po prostu nie mam już wtedy siły. Dlatego dzisiaj zabieram się za to wcześniej, bo inaczej nigdy nie napiszę. 

Od ponad 3 tygodni leje. Czasami na chwilę wyjdzie słońce, ale potem znowu pada. I dobrze, bo nienawidzę lata i nie chcę, żeby przyszło. Nienawidzę upałów, wolę już ulewy.

2 tygodnie temu skończył się kurs, który prowadziłam w innym mieście. Był sukcesem, ale to nic dziwnego, bo Greta ma powołanie do uczenia i jeszcze nigdy nie zaliczyła porażki na tym polu. Uczestnicy chcą kontynuować od jesieni. Na dniach dostanę kasę za całość i zwrot kosztów dojazdu (jeździłam pociągiem). Oczywiście moja oszczędność nie pozwoli mi z tego wydać ani centa. Rozum nakazuje zachować pieniądze na czarną godzinę, bo takowa zawsze nadchodzi.

Od ostatniego postu zawaliłam w 2 dni:
a) 18 maja, kiedy byłam na spotkaniu u przyjaciół. Nie miałam zamiaru jeść nic zakazanego, ale piliśmy wino i nie chciałam się upić. Nigdy w życiu nie byłam pijana i nie mam zamiaru dowiedzieć się, jak to jest. Dawno temu przysięgłam sobie, że nigdy się nie upiję i tego się trzymam. Miałam wtedy ochotę na wino, więc zjadłam tam 3 kanapki i kawałek pizzy, bo inaczej na pewno bym się upiła.
b) 21 maja, czyli zeszły wtorek. Starsza pani, której pomagam, miała urodziny. Babcie zaczynają świetować koło 11 rano. Ja tam byłam cały dzień i pomagałam: otwierałam drzwi, podawałam, kroiłam, zmywałam. Międzyczasie siedziałam też z nimi. Przez cały dzień przewinęło się około 50 osób. Jedni zostawali dłużej, inni siedzieli tylko chwilę. Zjadłam wtedy trochę ciasta i wypiłam szampana.

Poza tym każdy dzień był idealny.  Za to moja przyjaciółka nie radzi sobie z dietą. Już kiedy schudła kilogram, to zrobiła sobie dzień wolny od diety, z którego zrobił się ciąg. No cóż, ona wmawia sobie, że może jeść ciasta, "bo są lekkie" i że lody pomagają jej na migrenę. Widzę, że się poddała. Nie rozumiem tego, bo ja NIGDY się nie poddaję. Jeśli coś robię, to albo dobrze, albo wcale. Dieta to dla mnie stan naturalny. No ale trzeba chcieć.

Teraz dużo czasu spędzam w towarzystwie starszych osób. Wymyśliłam sposób i od teraz już nikt nie będzie mnie namawiał do jedzenia ciasta. To już działa, gdyż mówię wszystkim, że lekarz zabronił mi jeść słodyczy, bo mam złe wyniki badań. Kiedy mówiłam, że nie mam ochoty, to ludzie dalej mnie namawiali i musiałam 100 razy odmawiać. Kiedy teraz mówię, że mi nie wolno, to mam przynajmniej święty spokój. To mi potrzebne, bo za tydzień idę na spotkanie wspólnoty w kościele i na pewno będzie ciasto, a od czasu do czasu spotykam się ze znajomymi czy przyjaciółmi. Poza tym popatrzcie na bilans z niedzieli: są tam 2 kanapki. Byłam na spotkaniu towarzyskim, na którym inni jedli ciasto (szarlotkę). Ja powiedziałam, że mi nie wolno, to od razu zapytali, co mi wolno jeść. Wymieniłam kilka produktów i zrobili mi całkowicie dietetyczne, pyszne kanapeczki :)

Dziwię się samej sobie, gdyż w ogóle nie jestem głodna. W ogóle nie głoduję. Kiedyś najtrudniejszy czas to był dla mnie od 10 do 14, bo wtedy byłam głodna bez względu na wszystko. Teraz wszystko mnie szybko napycha. Przez cały czas czuję się najedzona. Nie mam na nic ochoty i jem tylko dlatego, że muszę. Myślę, że jedną z tajemnic sukcesu jest fakt, że na śniadanie zawsze jem jajko i pełnoziarniste pieczywo. Czasami nie jem nic już po 14 czy po 15 i chociaż kładę się spać o 2 albo o 3 w nocy, to ani przez chwilę nie czuję głodu i dlatego nie myślę o jedzeniu. Często zmuszam się do jedzenia, bo muszę mieć siłę do pracy.

Kolejną tajemnicą sukcesu jest fakt, że mam bardzo dużo ruchu. Nie mam czasu na bieganie, ale na co dzień bardzo dużo chodzę i biegam od jednego punktu miasta do drugiego. Jak dobrze nie mieć prawa jazdy!!! Chyba jednak lepiej, że nigdy go nie zrobiłam i że nie mam takiego zamiaru. 

Dzisiaj byłam na szkoleniu. Wygłosiłam prezentację i zakończyłam kurs, który robiłam od września. Dostałam certyfikat. Prezentacja była sukcesem, chociaż mówiłam całkowicie spontanicznie. Byłam zadowolona, bo potem wywiązała się dyskusja. Widziałam, że się podobało. Poza tym znam się na temacie i nie stresowałam się.

Przedstawiam bilanse z ostatniego tygodnia:

22.05. - środa
9:30 - twaróg 0,4% 200 g ze szczypiorkiem - 150
bułka pełnoziarnista - 150
12:00 - 2 ziemniaki, surówka z pomidorów, 4 plasterki szynki - ok. 280
sok pomarańczowy - 50
13:00 - jabłko - 70
15:30 - kawa z mlekiem - 20
16:30 - zupa z buraków - 150
18:00 - kawa z mlekiem - 20
Razem: 890 kcal


23.05. - czwartek
10:20 - bułka pełnoziarnista - 150
jajko - 80
mały pomidor - 15
12:00 - kawa z mlekiem - 20
13:30 - mus dla niemowląt brzoskwinia/marakuja 190g - 109
15:00 - warzywa - ok. 200
kawa z mlekiem - 20
Razem: 594 kcal


24.05. - piątek
9:00 - bułka pełnoziarnista - 150
jajko - 80
mały pomidor - 15
12:30 - jogurt naturalny 200 g - 122
truskawki 250 g - 70
baton proteinowy - 90
kawa z mlekiem - 30
15:00 - warzywa - ok. 150
kawa z mlekiem - 30
Razem: 703 kcal


25.05. - sobota
8:00 - bułka pełnoziarnista - 150
jajko - 80
2 małe pomidory - 30  
baton proteinowy - 90
11:30 - kawa z mlekiem - 30
13:30 - mięso, kapusta - ok. 400
małe jabłko - 50
Razem: 830 kcal


26.05. - niedziela
9:00 - kawa z mlekiem - 30
10:30 - bułka pełnoziarnista (150) z twarogiem (20)
jajko - 80
mały pomidor - 15
12:15 - jogurt naturalny 200 g (122)
truskawki 250 g - 70
2 morele - 42
15:30 - 2 kromki chleba orkiszowego z pasztetem - 220
2 plasterki szynki - 80
4 kawy z mlekiem - 120
Razem: 949 kcal


27.05. - poniedziałek
8:30 - 2 kromki chleba razowego (140) z twarogiem (20)
mały pomidor - 15
jajko - 80
1 mentos - 12
13:45 - jogurt naturalny 200 g (122) z łyżeczką otrębów pszennych (5)
truskawki 250 g - 70
2 morele - 42
17:00 - kawa z mlekiem - 20
2 kromki chrupkiego - 54
Razem: 580 kcal


28.05. - wtorek
6:30 - bułka pełnoziarnista (150) z twarogiem (20)
jajko - 80
mały pomidor - 15
9:00-10:00 - 2 kawy z mlekiem - 60
12:30 - jabłko - 70  
3 morele - 63
15:30 - twaróg 0,4% 200 g - 146
Razem: 604 kcal


Jak zwykle jeszcze zdjęcia:




Odwiedziłam kilka Waszych blogów, ale nie wyrobiłam się ze wszystkimi. Obiecuję, że nadrobię zaległości.

czwartek, 2 maja 2013

Lekko

Cały czas mam jakieś zajęcie. Wczoraj byłam w pracy, chociaż było święto. Tutaj dzięki Bogu nie ma długiego weekendu. Zawsze nienawidziłam długich weekendów.

Kiedy dieta dobrze mi idzie, to zdecydowanie mam trochę lepszy nastrój. Często zdarza się, że na mieście widzę grubych ludzi opychających się lodami albo fast foodami. Teraz znacznie częściej, bo zaczął się sezon turystyczny. W zeszłym tygodniu np. widziałam, jak z lodziarni wychodziła strasznie gruba kobieta z lodami w ręce. Była tak gruba, że ledwo schodziła po schodach. Koszmar. Takie widoki skutecznie zniechęcają do jedzenia. Prawda jest taka, że tylko bardzo mała osób jest otyła, bo z jakiegoś powodu nie może schudnąć, więc w 99% można założyć, że ludzie po prostu się opychają, bo jedzenie nimi rządzi. Mną nie.

Wyraźnie widzę po sobie, że schudłam. Spodnie ze mnie lecą. Tym razem osiągnę swój cel. Przysięgłam to sobie i tak będzie. To zależy tylko i wyłącznie ode mnie i dlatego się uda.

Tak jak pisałam, wczoraj zrobiłam sobie dzień wolny od diety. Nie było jednak tak, jak oczekiwałam. Nie potrafiłam się opychać. Nie otworzyłam żadnej z czekolad ani bombonierek, które dostałam w prezencie. Nie zjadłam kawałka ciasta, który mam w zamrażarce. Tylko w pracy zjadłam kawałek ciasta. Po pracy poszłam w odwiedziny do tej starszej pani, której pomagam. Już czekała na mnie na progu. Siedziałam u niej kilka godzin. Poczęstowała mnie dwoma kawałkami ciasta. Przy drugim już nie mogłam, tak mnie zasłodziło. Było jednak bardzo fajnie, bo ta pani znowu mi opowiedziała dużo historii z przeszłości. Wypiłam tam też 3 kawy z mlekiem. Po raz pierwszy, odkąd zrezygnowałam z kawy. Tak jak kiedyś wspominałam, zamierzam pić kawę tylko okazyjnie. Świetnie sobie bez niej radzę.

Wieczorem byłam na spacerze z koleżanką i poszłyśmy na lody. Zjadłam, chociaż nie miałam ochoty. Kiedy wróciłam do siebie, to nawet nie myślałam o zjedzeniu słodyczy, które mam. Naprawdę już nie potrafię się opychać. Nie mogę powiedzieć, żeby to wszystko, co wczoraj zjadłam, jakoś specjalnie mi smakowało. Każdy kęs to i tak był wyrzut sumienia. Nie żałuję jednak tego dnia, bo waga dzisiaj rano pokazała mi dokładnie tyle samo co wczoraj, tak więc nie było negatywnych skutków. Następny dzień wolny od diety będzie 4 czerwca, bo wtedy idę do kościelnej wspólnoty na spotkanie seniorów, to pewnie będą tam ciasta. Lubię starszych ludzi, więc chętnie pójdę na to spotkanie. Wolę przebywać ze starszymi ludźmi niż z rówieśnikami.

29.04. - poniedziałek
8:00 - kromka chleba orkiszowego - 60
9:30 - baton proteinowy - 181
12:00 - zupa z soczewicy i warzyw - ok. 250
1,5 kromki chleba orkiszowego - 90
pół jabłka - 35
16:00 - kawałek mięsa z indyka, surówka - ok. 200
Razem: 816 kcal
Ruch: 2h sprzątania


30.04. - wtorek
8:45 - jogurt naturalny 150 g (50) z połową banana (55) i łyżeczką otrębów pszennych (5)
mała kromka chleba razowego - 60
10:00 - 2 mentosy - 24
11:00 - twaróg 0,2% bananowo-wiśniowy 150 g - 129
13:00 - zupa pomidorowa z małym dodatkiem ryżu - ok. 200
16:00 - ryż, sos, surówka - ok. 250
Razem: 773 kcal
Ruch: 45 minut biegania


01.05. - środa
7:40 - rogalik bez nadzienia - ok. 150
jogurt kawowy 120 g - 179
kilka cukierków - ok. 150
12:00 - kawałek ciasta - ok. 300
14:00 - gotowane warzywa, pół ryby, mała porcja makaronu - ok. 400
17:00 - 2 kawałki ciasta - ok. 600
3 kawy z mlekiem - 90
20:00 - 3 gałki lodów - ok. 300
Razem: 2169 kcal


02.05. - czwartek
7:30 - 2 małe kromki chleba razowego - 120
10:45 - jogurt naturalny 150 g (50) z mandarynką (27) i łyżeczką otrębów pszennych (5)
jabłko - 70
13:30 - kromka chleba orkiszowego - 60
15:30 - bułka pełnoziarnista (150) z jajkiem (78), kawałkiem papryki (20) i plasterkiem wędliny z indyka (21)
Razem: 601 kcal
Ruch: 2h sprzątania


Dzisiaj dostałam moje musy dla niemowląt, które zamówiłam sobie w Internecie. Czasami tak robię, żeby nie dźwigać z supermarketu.


Zamówiłam sobie po 6 słoiczków moich dwóch ulubionych musów. Oba są bez dodatku cukru.

Bebivita - brzoskwinia/marakuja - 109 kcal/190g
Hipp - gruszka w jabłku z orkiszem - 107 kcal/190g

piątek, 29 marca 2013

Zadowolona

Przepraszam Was, że znowu nie pisałam. Ostatnie 3 tygodnie były koszmarne. Nie miałam ani chwili czasu. Często wracałam do domu późno i kładłam się spać w ubraniu, bo byłam taka zmęczona. Były takie noce, że spałam po 3 godziny. Jak wiecie, zostaję na Wielkanoc w Polsce. Mogłam pojechać do Polski nawet na 2 tygodnie, ale nie chciało mi się. W tych dniach na pewno będę troszkę tęsknić za moją rodziną, ale nie będę sama. Sama nie znaczy samotna.

W tym tygodniu było nieciekawie, bo myślałam, że w poniedziałek i we wtorek pójdę do pracy, ale pracy nieoczekiwanie nie było. Miałam 2 wolne popołudnia i to było dla mnie straszne, bo nie wiedziałam, gdzie się podziać i co ze sobą zrobić. Zaczęłam więc robić porządki: odkurzyłam, zmyłam podłogi, wyczyściłam odpływ od prysznica i kosze na śmieci, 2 razy zrobiłam pranie, wyczyściłam oba czajniki z kamienia, zaczęłam porządkować rzeczy w szafach i sama nie wiem, co jeszcze zrobiłam. Cieszę się jednak, że w końcu miałam chwilę czasu na te rzeczy.

Kiedy dzisiaj wieczorem biegałam nad rzeką, to w pewnym momencie się zatrzymałam i z zachwytem popatrzyłam na to, gdzie jestem. Spojrzałam na mgłę unoszącą się nad rzeką, między wzgórzami, na światła domów położonych na wzgórzach, na światła odbijające się w rzece i zdałam sobie sprawę z tego, że jestem szczęśliwa. Ok, może wielu rzeczy mi brakuje, może zarabiam mało, ale najważniejsze, że wystarczy mi na utrzymanie. Wczoraj właśnie mówiłam mojej przyjaciółce, że tak naprawdę jestem w sytuacji idealnej. Ciekawe, jak długo jeszcze będzie trwała. Może to być tydzień, a może też rok albo 2 lata. Napisałabym Wam, o co chodzi, ale niestety nie mogę. Póki więc jest tak jak jest, to będę się tym cieszyć. Denerwuje mnie tylko to, że cały czas ktoś coś ode mnie chce. Chyba mam zbyt miękkie serce i daję się czasami wykorzystywać. Gdyby nie ta moja cecha, to miałabym trochę czasu dla siebie.

Pochwalę się też w tym momencie, że ostatnio 2 razy zdarzyło mi się, że moją wiedzą zrobiłam duże wrażenie na innych. Moja przyjaciółka powiedziała mi nawet, że to było piorunujące i bardzo pozytywne wrażenie. Chyba jednak opłacało i opłaca się uczyć.

Jeśli chodzi o dietę, to niestety na diecie 1000 kcal nic więcej nie schudłam. Waga się zatrzymała. Bardzo mnie to zdziwiło, bo jadłam zdrowo. Tylko raz zjadłam kawałek ciasta u przyjaciół. Poza tym mam bardzo dużo ruchu, cały czas jestem w biegu, więc tym bardziej byłam zaskoczona. Z tego powodu postanowiłam zmniejszyć ilość spożywanych kalorii i zwiększyć dawkę ruchu. Będę biegać przynajmniej 5 razy w tygodniu, nawet jeśli to będzie o północy. Dzisiaj np. kompletnie nie miałam siły, ale jednak poszłam pobiegać, chociaż łydki mnie bolały jak cholera.

Bilanse z ostatnich dni:
25.03. - poniedziałek
9:00 - twaróg 0,4% 200 g - 146
2 kromki chleba orkiszowego - 120
kawa z mlekiem - 20
jabłko - 70
15:00 - ryż na mleku 200 g - 217
truskawki 500 g - 140
jogurt naturalny 200 g - 122
konfitura malinowa light - 90
17:30 - twaróg 0,4% 200 g z warzywami - 180
2 kromki chleba orkiszowego - 120


Razem: 1225 kcal.


26.03. - wtorek
8:15 - jogurt naturalny 200 g (122) z konfiturą light (90)
ryż na mleku 200 g - 217
10:30 - jagody 125 g - 57
13:00 - serek 150 g - 131
jabłko - 70
kawa z mlekiem - 20
17:00 - twaróg 0,4% 200 g z rzodkiewką i szczypiorkiem - 180
2 kromki chleba orkiszowego  - 120
18:00 - kawa z mlekiem - 20
2 owocowe cukierki - 80


Razem: 1107 kcal.


27.03. - środa
7:50 - jogurt naturalny 200 g (122) z konfiturą light (90) i otrębami pszennymi (5)
9:30 - kawa z mlekiem - 20
jabłko - 70
13:30 - 2 muffinki Dukana - 132
16:10 - twaróg ze szczypiorkiem i rzodkiewką - 160
2 kromki chleba białkowego - 140
17:40 - kawa z mlekiem - 20


Razem: 759 kcal.
38 minut biegania


28.08. - czwartek
8:00 - jogurt naturalny (122) z konfiturą light (90) i otrębami pszennymi (5)
kawa z mlekiem - 20
10:00  muffinki Dukana - 66
12:00 - jabłko - 70
14:00 - twaróg ze szczypiorkiem i rzodkiewką - 160
2 kromki chleba razowego - 140
muffinka Dukana - 66
16:00 - muffinka Dukana - 66


Razem: 799 kcal.
46 minut biegania


29.09. - piątek
8:30 - jogurt naturalny 20 g (122) z konfiturą light (90) i otrębami pszennymi (5)
kawa z mlekiem - 20
muffinka Dukana - 66
12:00 - gruszka - 70
kawałek jabłka - 20
kromka razowego - 70
czekoladka gorzka - 35
16:00 - muffinka Dukana - 66
twaróg 0,4% 200 g - 146
kromka chleba razowego - 70


Razem: 780 kcal. 
45 minut biegania 

Cieszę się, bo wstąpiła we mnie nowa siła. Często jestem sama w domu mojej przyjaciółki (z powodu, o którym nie mogę napisać). Tam wszędzie są słodycze, bo ona i jej rodzina bardzo je lubią, a ja ich nawet nie dotykam. Dzisiaj moja przyjaciółka częstowała mnie pizzą i kilka razy pytała, czy chcę. Byłam głodna jak cholera, ale jednak odmówiłam, poszłam do domu i grzecznie zjadłam to, co miałam zaplanowane. Wiem po prostu, że nie mogę się poddać. Muszę być wytrwała i cierpliwa. Inaczej mogę tylko marzyć o schudnięciu.

Kilka zdjęć z ostatnich tygodni:










Przedwczoraj upiekłam całkowicie dietetyczne muffinki Dukana. Mój niezawodny przepis zamieszczałam już kiedyś tutaj:


Tym razem jako aromatu dodałam tylko kawy i kiedy podliczyłam kaloryczność, to na jedną wyszło 66 kcal (twaróg 0,4% 200 g, 8 łyżek otrębów owsianych, 4 łyżki otrębów pszennych, 4 białka, łyżka kawy, kilka tabletek słodziku). Moja przyjaciółka chciała spróbować tych babeczek i kiedy dzisiaj znowu byłam sama u niej w domu, to je upiekłam. A tak ślicznie wyszły moje:


Prawie codziennie jem twarożek z rzodkiewką i szczypiorkiem i tym bardziej czuję nadejście wiosny. U mnie ona już od dawna jest, w Polsce podobno dalej zimno. Siostra mi pisze, że jest minus 15 stopni w ciągu dnia i masa śniegu. Chyba nie wytrzymałabym w takiej temperaturze, bo u mnie jest cieplutko.

Nie tylko z powodu pogody cieszę się, że na święta zostaję tutaj, ale też dlatego że nie będzie mnie kusić jedzenie przygotowane przez moją rodzinę. Źle wspominam zeszłoroczne święta wielkanocne, kiedy to wpadłam praktycznie w kompulsywne objadanie się, z którego nie mogłam się uwolnić prawie 2 miesiące. To było straszne. Teraz szykują się prawie dietetyczne święta. Jutro spędzam cały dzień u mojej przyjaciółki. Akurat jutro, w Wielką Sobotę,  wypadają jej urodziny i będziemy świętować, to pewnie zjem kawałek tortu. Nie będzie żadnej imprezy, tylko posiedzimy razem z jej mężem i może będzie jeszcze jeden znajomy. W niedzielę idę do nich na śniadanie wielkanocne, to zjem tylko to, co dozwolone. Natomiast w poniedziałek popołudniu idę do sąsiadki. To starsza pani i jest w święta sama. Posiedzę z nią więc kilka godzin. Mówiła mi już, że będzie mi pokazywać zdjęcia z jednej ze swoich podróż i też opowiadać różne historie. Fajnie, bo może posłucham historii sprzed II wojny i z samej wojny. Pewnie poczęstuje mnie ciastem, to zjem kawałek. Poza tym nie planuję żadnych ustępstw na święta. Słodycze już mnie w ogóle nie kuszą i gdyby jutro moja kochana przyjaciółka nie miała urodzin, to na pewno bym nic słodkiego nie zjadła. Tak czy siak będę mieć wyrzuty sumienia. 

Dobra, kończę te wypociny. Zaległości u Was nadrobię w niedzielę, bo wtedy powinnam mieć chwilę wieczorem :)