U mnie wszystko ok. Nie jestem w stanie pisać codziennie, ale codziennie skrupulatnie notuję bilanse. W ostatnich dniach mamy tutaj szok, bo śnieg cały czas padał i dopiero dzisiaj zamienił się w deszcz. Śnieg to nie jest tutaj normalne zjawisko. Mimo wszystko z jakiegoś powodu czuję w powietrzu wiosnę, na pewno za kilka dni już tutaj będzie. Zawsze nadchodzi na samym początku marca.
Co do diety, to postanowiłam spróbować rozsądnego odchudzania i być na diecie 1000 kcal. Może czas zacząć się odchudzać mądrze? Sama nie wiem, nie jestem pewna na 100%, bo pro Ana siedzi we mnie głęboko i nie chce wyjść, ale spróbuję. Nie wiem, czy wytrzymałabym teraz na głodowej diecie, bo przy moim obecnym trybie życia potrzebuję siły. Np. w piątek musiałam podnieść 45 kg. To było w mojej pracy, którą wykonuję 2 razy w tygodniu. Opisałabym Wam tę sytuację, ale niestety nie mogę. Chodzi jednak o to, że nie mogę narazić czyjegoś życia albo zdrowia, bo czuję się słabo. To nie wchodzi w grę. Jeśli jednak na diecie 1000 kcal nie osiągnę oczekiwanych rezultatów, to wrócę na głodową dietę i wykrzesam z siebie ostatnie siły, żeby przetrwać.
Może mam jeszcze jakąś szansę? Na pewno mogłabym schudnąć na 1000 kcal, gdybym nie miała moich dwóch chorób. Na razie zobaczę, jakie efekty mi to da.
Już jednak czuję się lepiej. Jem i nie jestem głodna. Czuję smak jedzenia. Czuję, jakie jest smaczne. Po każdym posiłku jestem syta, ale nie przejedzona. Chyba o to chodzi? To wspaniała odmiana w porównaniu do ostatnich tygodni. Potrafię powiedzieć stop i nie jeść więcej, chociaż mam ochotę. Eh, nie wiem, jak ja mogłam myśleć, że jedząc 3 czekolady, 2 paczki ciastek, cukierki i kilka lodów dziennie, nie przytyję. Ok, nie przytyłabym, gdyby był jeden taki dzień, ale było ich znacznie więcej.
Piękne jest to, że w ogóle nie myślę o jedzeniu ani nie oglądam zdjęć jedzenia w Internecie. Kiedy człowiek głoduje, to tęskni za jedzeniem. Wiem to doskonale z doświadczenia.
23.02. - sobota
8:00 - 3 ciastka - 216
kawa z mlekiem - 20
4 kromki chrupkiego - 98 kcal
mała pomarańcza - ok. 70
10:00 - kawa z mlekiem - 20
2 kromki chrupkiego - 54
13:00 - risotto - ok. 200
16:30 - kawałek gorzkiej czekolady - 200
risotto - ok. 200
18:00 - kawa z mlekiem - 20
19:30 - 2 kromki razowego chleba z twarogiem i rukolą - ok. 200
Razem: 1298 kcal.
Risotto musiałam 2 razy zjeść, nie miałam na to wpływu, ale wzięłam bardzo małe porcje, chociaż było tak pyszne, że chciałam zjeść 5 razy więcej. Kolacji w tym dniu nie planowałam, ale zostałam u przyjaciół, u których muszę spędzać 2 dni w tygodniu. Zjadłam te 2 kanapki razowego chleba z twarogiem i rukolą, wypiłam herbatę i na tym skończyłam. Oni się dziwili, że nie chcę nic więcej, ale ja jestem stanowcza. Pokornie liczę kalorie. Na stole było chyba wszystko. Moi przyjaciele zawsze kupują świeże pieczywo. Była pachnąca, pewnie chrupiąca bagietka, nutella, marmolada, miód i nie wiem, co jeszcze. U nich zawsze jest obficie, ale ja już się nie złamię.
24.02. - niedziela
11:30 - 2 kromki chleba białkowego - 140
3 małe plasterki sera żółtego - 90
kawałek pomidora - 10
kawa z mlekiem - 20
2 ciastka - 144
12:30 - twaróg o smaku brzoskwinia-marakuja - 258
14:00 - kawa z mlekiem - 20
16:30 - zupa marchewkowa - 100
4 kromki chrupkiego - 98
18:20 - ciastko - 72
Razem: 952 kcal.
Tego dnia zrobiłam źle tylko, że wieczorem zjadłam ciastko. Nie powinnam. Zupa marchewkowa była pyszna. Dostałam ją od przyjaciółki. Muszę ją zapytać o przepis. Ostatnio jedni i drudzy przyjaciele pakują mi jedzenie, kiedy od nich wracam. Wiedzą, że od dwóch miesięcy już nie gotuję. W sumie gotuję tylko jajka, bo nie trzeba przy nich stać. Mogłabym gotować w nocy jakieś zupy, ale nie mam już wtedy siły. W przyszłym tygodniu postaram się w końcu coś ugotować.
25.02. - poniedziałek
9:30 - 3 kromki chrupkiego - 81
3 ciastka - 216
kawa z mlekiem - 20
12:00 - mała pomarańcza - 70
14:00 - 4 kostki białej czekolady - 120
14:30 - 3 kromki chrupkiego - 81
kawałek pomidora - 10
jajko - 78
16:30 - zapiekanka z makaronu i mięsa - ok. 350
18:30 - kawa z mlekiem - 20
Razem: 1046 kcal.
Tę zapiekankę z makaronu i mięsa zjadłam u przyjaciół. Była to naprawdę mała porcja, więc nie jestem pewna, czy miała te 350 kcal, ale lepiej zawyżyć.
Co do słodyczy, to mam taką zasadę, żeby jeść je tylko rano, na śniadanie, bo wiem, że w ciągu dnia to spalę. Jem ze 3 ciastka i tyle. To całkowicie zaspokaja mój apetyt na słodycze, potem już w ogóle nie mam na nie ochoty. Dzisiaj nie miałam ochoty na te 4 kostki białej czekolady, więc nie wiem, po co zjadłam, no ale trudno. Myślę, że ze słodyczami dobrze robię. Nawet nie myślałam, że 3 ciastka na śniadanie mogą zaspokoić mój apetyt na słodkie, ale tak jest. Mam nadzieję, że niedługo całkowicie odstawię słodycze.
Jutro mam szkolenie w innym mieście, muszę wstać o 6 rano i wrócę wieczorem. Już przygotowałam jedzenie na cały dzień:
- 2 kanapki z chleba białkowego z żółtym serem, pomidorem i czerwoną papryką
- sałatkę owocową z jabłka i dwóch małych pomarańczy
Najlepiej mieć swoje jedzenie. Wtedy nie skusi mnie żaden syf. Wezmę też herbatę w termosie i będzie ok.
Parę fotek mego jedzenia z ostatnich dni:







