Na weselu też piłam. Wypiłam 12 kieliszków wódki w ciągu 2 godzin. To pierwszy raz w życiu, kiedy piłam wódkę. Lekko szumiało mi w głowie, ale nie byłam w ogóle pijana. Odkryłam, że mam mocną głowę. Moi rodzice powiedzieli, że myśleli, że nic nie piłam, bo w ogóle nie było po mnie widać. Na drugi dzień nic nie czułam. Zabawa w każdym razie była zajebista. Było 180 gości. Wszyscy bawili się super, i każdy chwalił wesele, bo wszystko było tak dobrze zorganizowane. Wiele osób mówiło, że nigdy nie było na takim pięknym weselu. Skoro nawet ja piłam, to musiało być zajebiście. Na dodatek nawet tańczyłam, chociaż nienawidzę tańczyć.
Ponieważ nieszczęścia chodzą parami, to na moją porażkę składa się fakt, że przez ostatnich kilka tygodni nie brałam Euthyroxu. Nie miałam czasu pójść do lekarza. Kiedy go nie biorę, to tyję nawet kiedy trzymam dietę. Boże, na co ja czekam? Muszę w końcu jutro pójść do lekarza!!! Potrzebuję tego leku jak powietrza, bo inaczej moja przemiana materii po prostu nie funkcjonuje. Nie wiem, co sobie wyobrażam.
Po powrocie do Niemiec poszłam do starszej pani, której pomagam. Powiedziała mi bez ogródek, że przytyłam. Ona zawsze mówi mi prawdę, np. kiedy źle wyglądam w jakimś ubraniu. Wtedy powiedziała mi, że rodzice mnie dokarmili i że teraz wyglądam lepiej niż kiedy byłam chuda. No cóż, to jej opinia. Kiedy od niej wracałam, to miałam uśmiech na twarzy. Jestem jej naprawdę wdzięczna, że mówi mi prawdę. Tak to przynajmniej wiem, że nie mogę się łudzić, że dobrze wyglądam.
W ogóle każdy zauważył, że przybrałam na wadze. Wiele osób mi mówi, że wyglądam teraz lepiej, bo wcześniej byłam za chuda i że wcześniej wyglądałam źle. No cóż, ja mam na ten temat inne zdanie. Czułam się świetnie, kiedy ludzie mi mówili, że źle wyglądam i że jestem za szczupła. Teraz nikt tego nie mówi. Jeszcze jedno jest złe: nie mam w czym chodzić, 95% moich ubrań jest za ciasne. Chodzę w jednych spodenkach i w dwóch bluzkach na zmianę, bo są szerokie. Obcisłych przecież nie założę, bo widać wałki tłuszczu na plecach. Muszę się odchudzać, bo nie będę miała w czym chodzić na jesień. Dobrze jednak, że kiedyś wyrzuciłam wszystko w rozmiarze 40, to mam teraz jeszcze więcej motywacji. Nie mam zamiaru kupować nowych ubrań.
Chcę powiedzieć tu wyraźnie jeszcze jedno: to wszystko moja wina i na nikogo jej nie zwalam. Kiedy te 2 razy w roku przyjeżdżam do Polski, to moi rodzice mówią, że jestem za szczupła. Zwracają uwagę na moje jedzenie. Tym razem nikt nie zwracał na mnie żadnej uwagi, bo przecież było wesele mojej siostry. Nie musiałam się opychać ani przed nim, ani na nim, ani po nim. Nie musiałam w ostatnich dniach po powrocie do Niemiec chodzić na pizzę z koleżanką, wpierniczać czekolady wieczorem ani spotykać się z przyjaciółką w kawiarni i jeść ciasto. Mam takie samo zdanie jak zawsze: w KAŻDEJ sytuacji można uniknąć jedzenia. Nikt we mnie nie wpychał, sama jadłam. Biorę więc odpowiedzialność za swoje czyny.
Ujawnię wagę, kiedy coś schudnę i będę miała się czym pochwalić. Cieszę się, że już się pozbierałam i znalazłam w sobie wewnętrzną siłę. Chciałam wrócić już wcześniej, ale musiałam poczuć, że mam odpowiednią siłę do walki. Musiałam odpocząć w Polsce od pracy, a po powrocie do Niemiec wrócić do swojego rytmu. Do mojego rytmu należy również dieta. Kiedy nie jestem na diecie, to nic nie jest dobrze. Zamierzam odchudzać się bez przerwy do świąt Bożego Narodzenia i schudnąć około 15 kg. Wtedy nie będę wyglądać jak świnia hodowana na ubój.
Będę publikować bilanse tak jak wcześniej, czyli co kilka dni. Teraz zabieram się do nadrabiania zaległości u Was.
Dieto, nadchodzę!!!










